środa, 10 sierpnia 2011

Rybus, Małecki i... Norbi

Reprezentacja Polski to dobro narodowe. Jakkolwiek szumnie zabrzmiało, jest to oczywista oczywistość, że sparafrazuję jednego z najważniejszych polityków w kraju. Coraz szybciej odliczamy miesiące, jakie pozostały nam do pierwszego meczu w EURO 2012 i coraz bardziej się irytujemy. My, dziennikarze, Wy, kibice. Irytujemy się, bo naszym dobrem narodowym rozporządza nazbyt pamiętliwy gość.

Gdziekolwiek nie poruszę tematu reprezentacji, w jakikolwiek nie kliknę portal, czy na jakiekolwiek forum, trwa zaciekła krytyka selekcjonera, który do kadry awansuje nie zawsze tych, których potrzeba. Mam trochę naturę bycia w kontrze, więc chciałbym stanąć po stronie Smudy. Chciałbym, ale uległem psychologii tłumu. Bo tym razem, tłum ma rację.

Od dwóch lat w kadrze znajduje się miejsce dla Macieja Rybusa. Chłopaka skądinąd sympatycznego, młodego i z niezłym ciągiem na bramkę po deficytowej w reprezentacji lewej flance. Problem w tym, że o tych zaletach dzisiaj trzeba pisać w czasie przeszłym. Rezerwowy Legii leci na opinii utalentowanego zawodnika, którą wyrobił sobie jakieś dwa lata temu. Jest w Polsce kilku... piosenkarzy, którzy nagrali przebojową piosenkę i żerują na niej całymi latami. Norbi kiedyś obwieścił nam, że „Kobiety są gorące” i pozostał nieśmiertlenym gościem mediów każdego lata. Maciej kilka razy pobiegł szybciej od rywali, nieźle kiwnął, celnie dośrodkował i złapał etat w kadrze.

Po drugiej zaś stronie jest Patryk Małecki. Zapytaj drogi Czytelniku kogokolwiek, kto choć w minimalnym stopniu interesuje się reprezentacją, czy powinno być w niej miejsce dla Wiślaka? Odpowiedzi na „nie” będą się mieściły w granicach błędu statystycznego. Niestety, błędem statystycznym jest także selekcjoner. Doprawdy niepodobna zrozumieć, dlaczego „Franz” z uporem godnym... gorszej sprawy pomija Małeckiego. Już tylko jego asysta do Meliksona przeciwko Liteksowi znamionowała, nie bójmy się tego nazwać, klasę światową. Tak przytomnego, rozumnego i wykonanego z premedytacją zagrania polskiego piłkarza nie zobaczymy codziennie. Można tego chłopaka nie lubić z wielu powodów. Bo krnąbny, bo ma swoje zdanie, bo chadza innymi ścieżkami i zawsze powie, co ślina na język przyniesie. Można, ale też uczciwie trzeba oddać, że na EURO 2012 potrzeba polskiej drużynie podobnego... „wariata”. Nieobliczalnego w gębie, ale mocnego w nogach z silną psychiką.

Panie trenerze, gołym okiem widać, że do Małeckiego coś pan ma, ale nic związanego z umiejętnościami. Pamiętliwość jest cechą ludzi małych. Proszę o tym... pamiętać.
Dariusz Król