Na początku maja w jednym z numerów naszej gazety napisaliśmy o tym, jaka to reprezentacja Argentyny ściągnie na mecz z Polską. Wyjaśniliśmy, że nie będzie to drużyna „do lat 25”, nie będzie to ekipa, z której wybierani będą gracze na Copa America, bo z tymi trener Batista spotykał się w Europie osobiście, wyjaśniliśmy także, że nie będzie to ta sama ekipa, o której już po naszej publikacji na swojej stronie internetowej informował PZPN, podając 18 nazwisk „powołanych” na mecz.
W przeddzień meczu w każdym dzienniku w Polsce, w każdej telewizji w naszym kraju mogliśmy posłuchać i poczytać o Argentynie C lub D. To nie prawda. Piszący te słowa wyjaśniał to już na swoim blogu, zasada jest prosta: ile masz kasy, taką reprezentację Argentyny dostajesz. Ta, którą ściągnięto do Warszawy była dosyć przypadkową zbieraniną zawodników występujących w Europie, nie będących w swoich klubach czołowymi postaciami. Nie było w niej więc ani gwiazd kalibru Messiego czy Teveza (przy lidze argentyńskiej odkryliśmy jego talent, gdy innym to nazwisko się nawet nie śniło!), ani graczy, których wcześniej Batista odrzucił, chociaż w swoich ligach mają status gwiazd (vide Lisandro Lopez i Luis Gonzalez), nie było graczy z ligi argentyńskiej, nie było nawet pół zawodnika z najbardziej argentyńskiego klubu Europy – Catanii (13 Argentyńczyków w składzie!). Na boisku wszyściutko się potwierdziło. Na własne oczy przejrzeliśmy, że nieprawdą jest, iż wystarczy urodzić się w Argentynie i już niejako z urzędu dobrze grać w piłkę. Tam też są ludzie z krwi i kości i jeśli nie nazywają się Messi lub jakoś tak, często i gęsto popełniają proste błędy
Taka dziwna mieszanka pewnie drugi raz się nie zdarzy, bo ów twór zanim nie dał rady Polakom, w swej pierwszej potyczce z Nigerią skompromitował się 1-4. Ten jedyny gol padł w ósmej minucie doliczonego czasu z karnego z kapelusza (podobno ta bramka mogła być nawet ustawiona, o czym szerzej w najnowszym numerze "Tylko Piłki"). I taka to właśnie Argentyna do nas przyjechała: wyciągnięta jak królik z kapelusza rządzącego od 32 lat federacją Julio Grondony.
My o tym wiemy i wiedzieliśmy, bo o argentyńskiej piłce piszemy od początku istnienia gazety. Co tydzień! Inne gazety o tym już też wiedzą, bo zdaje się nas czytają. Chcielibyśmy jednak, aby częściej podawały źródło mądrości odkrytej z miesięcznym opóźnieniem.
Bartłomiej Rabij
redakcja@tylkopilka.pl
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz