czwartek, 16 czerwca 2011

Cudu nie będzie!

Przyzwyczailiśmy się już do tak żenującego poziomu polskiej reprezentacji, że niewiele nam trzeba, aby próbować ją chwalić. A samym piłkarzom trzeba jeszcze mniej, aby być zadowolonymi. Dokładnie jak po meczu w Warszawie z Francją, który po samobójczym trafieniu oddaliśmy 0-1. „Nie wystraszyliśmy się Francji, postawiliśmy jej twarde warunki [...] „Gramy coraz lepiej, blok defensywny funkcjonuje pewniej(sic!), a czas pracuje na naszą korzyść” - to słowa Wojtkowiaka. „Skoro potrafiliśmy Francuzom odbierać piłkę na ich połowie, to znaczy, że nie jest z nami źle. Uważam, że nasza kadra ma spory potencjał, a każde kolejne spotkanie będzie nas czyniło silniejszymi” - tak natomiast mecz oceniał Szczęsny. Jemu na plus zapisuję, że przynajmniej był... zły. Najgorsze jednak, że moim skromnym zdaniem obaj reprezentanci mylą się potwornie. Niespełna rok przed Euro 2012 nasza reprezentacja gra byle jak. Widoki na przyzwoity wynik są więcej niż skromne. Bez względu na to kogo wylosujemy, czeka nas standardowy zestaw Polaków: mecz otwarcia, mecz o życie i mecz o honor.

W stu procentach zgadzam się z tym, jak naszych po porażce z Francją ocenił Jacek Bąk, nie byle kto, bo 96-krotny reprezentant kraju. „Źle nie było. W porównaniu do ubiegłorocznej klęski 0-6 z Hiszpanią jest postęp w grze i zaangażowaniu, ale grający spokojnie Francuzi i tak byli o jedną czy dwie klasy lepsi”. Fakt, tylko tą miarą oceniając naszych możemy dostrzec światełko w tunelu. Światełko, którego tak po prawdzie wcale nie widać. Reprezentanci Polski i cały szatab wokół nich skupiony mogą zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, jako rzecze na łamach sport.pl cytowany tutaj przez mnie Bąk. „Gdyby czwartek decydował o wyjściu z grupy, Francuzi na pewno zagraliby lepiej i więcej biegali. Nie pokazali pasji z meczu o stawkę. Oni mogą być lepsi. Chciałbym to samo powiedzieć o Polsce...” Chciałby, ale nie powiedział, bo powiedzieć się nie da. Być może tak zasłużony piłkarz nie chce szkodzić kadrze i wypowiada się nazbyt dyplomatycznie. My tego robić nie musimy. Od kilku lat obojętnie kto stoi w polskiej bramce (Boruc, Fabiański czy teraz Szczęsny), niemal po każdym meczu oceniany jest najwyżej z polskiej kadry. A jeśli tak, to czy naprawdę realnie możemy myśleć o sukcesie w Euro? „Gdyby czwartek decydował o wyjściu z grupy, Francuzi na pewno zagraliby lepiej i więcej biegali. Pokazaliby pasję z meczu o stawkę. Oni mogą być lepsi. Polacy zagrali maksa. Więcej dzisiaj nie potrafią, a za rok cud się nie zdarzy” - tak mógłby powiedzieć Jacek Bąk po porażce z Francją. Tak mówi za to niżej podpisany, bowiem taka powinna być realna ocena tego, co dzieje się z reprezentacją i co ona dzisiaj potrafi. Niestety, potrafi niewiele...
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

środa, 8 czerwca 2011

Źródło mądrości odkrytej...

Co jakiś czas czytelnicy gazet są raczeni informacjami na temat najczęściej cytowanych gazet w Polsce. Czołówka od lat ta sama: Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, od niedawna połączone siły Dziennika i Gazety Prawnej. O tygodniku „Tylko Piłka” z Opola piszą rzadko, a w kontekście wydarzeń z ostatniego miesiąca powinni znacznie częściej. Zresztą nie tylko z ostatniego miesiąca...

Na początku maja w jednym z numerów naszej gazety napisaliśmy o tym, jaka to reprezentacja Argentyny ściągnie na mecz z Polską. Wyjaśniliśmy, że nie będzie to drużyna „do lat 25”, nie będzie to ekipa, z której wybierani będą gracze na Copa America, bo z tymi trener Batista spotykał się w Europie osobiście, wyjaśniliśmy także, że nie będzie to ta sama ekipa, o której już po naszej publikacji na swojej stronie internetowej informował PZPN, podając 18 nazwisk „powołanych” na mecz.

W przeddzień meczu w każdym dzienniku w Polsce, w każdej telewizji w naszym kraju mogliśmy posłuchać i poczytać o Argentynie C lub D. To nie prawda. Piszący te słowa wyjaśniał to już na swoim blogu, zasada jest prosta: ile masz kasy, taką reprezentację Argentyny dostajesz. Ta, którą ściągnięto do Warszawy była dosyć przypadkową zbieraniną zawodników występujących w Europie, nie będących w swoich klubach czołowymi postaciami. Nie było w niej więc ani gwiazd kalibru Messiego czy Teveza (przy lidze argentyńskiej odkryliśmy jego talent, gdy innym to nazwisko się nawet nie śniło!), ani graczy, których wcześniej Batista odrzucił, chociaż w swoich ligach mają status gwiazd (vide Lisandro Lopez i Luis Gonzalez), nie było graczy z ligi argentyńskiej, nie było nawet pół zawodnika z najbardziej argentyńskiego klubu Europy – Catanii (13 Argentyńczyków w składzie!). Na boisku wszyściutko się potwierdziło. Na własne oczy przejrzeliśmy, że nieprawdą jest, iż wystarczy urodzić się w Argentynie i już niejako z urzędu dobrze grać w piłkę. Tam też są ludzie z krwi i kości i jeśli nie nazywają się Messi lub jakoś tak, często i gęsto popełniają proste błędy

Taka dziwna mieszanka pewnie drugi raz się nie zdarzy, bo ów twór zanim nie dał rady Polakom, w swej pierwszej potyczce z Nigerią skompromitował się 1-4. Ten jedyny gol padł w ósmej minucie doliczonego czasu z karnego z kapelusza (podobno ta bramka mogła być nawet ustawiona, o czym szerzej w najnowszym numerze "Tylko Piłki"). I taka to właśnie Argentyna do nas przyjechała: wyciągnięta jak królik z kapelusza rządzącego od 32 lat federacją Julio Grondony.

My o tym wiemy i wiedzieliśmy, bo o argentyńskiej piłce piszemy od początku istnienia gazety. Co tydzień! Inne gazety o tym już też wiedzą, bo zdaje się nas czytają. Chcielibyśmy jednak, aby częściej podawały źródło mądrości odkrytej z miesięcznym opóźnieniem.
Bartłomiej Rabij
redakcja@tylkopilka.pl