niedziela, 15 maja 2011

Gdybym był kibolem...

.... to bym się polowaniem na czarownice (zasadnym, ale chaotycznym, po fakcie i na pokaz) za bardzo nie przejmował. Zwłaszcza, patrząc jak druga strona barykady nie jest jednorodna, tak jak stadionowa bandyterka, przeciw której występuje.
Gdybym był kibolem, śmiałbym się z debato-kłótni u Tomasza Lisa, gdzie wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski miotał się w zeznaniach dotyczących zamknięcia warszawskiego stadionu, broniąc twardo decyzji rządu. Musiał się osłaniać, gdyż z przeciwległego fotela atakował Jacek Kurski, który przyszedł do studio tylko po to, by wychwalać PiS znajdując w wojewodzie nomen omen kozła ofiarnego. Nie dziwota, że kolejny „współbiesiadnik” u Lisa, niezastąpiony Jan Tomaszewski, pałał rządzą poderżnięcia gardła PZPN-owi, a dziennikarz „Gazety Wyborczej” Rafał Stec siedział z miną typu: co ja tutaj robię. Swoją drogą, celebryta publicystyki zaprosił do programu takich gości chyba tylko dla igrzysk i chleba.
Myślałem że Lisa nic nie przebije, a jednak pojawił się irracjonalny tele-wywiad przeprowadzony przez z-cę redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Katarzynę Górską-Hejke, która sama przeprasza, że w sprawach kibiców jest słabo zorientowana. Jednak nie przeszkadza jej to z udawaną niewiedzą zadawać „obiektywnych” pytań Piotrowi „Staruchowi" Staruchowiczowi i Wojciechowi Wiśniewskiemu ze Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa: Dlaczego stadiony są zamknięte, czy panowie chodzicie na mecze, jaka jest prawda, że „Staruch” to okropny łobuz.
Gdybym był kibolem, turlałbym się ze śmiechu już po samej wypowiedzi Wiśniewskiego (co ciekawe, członkiem Wydziału Bezpieczeństwa w PZPN-ie), w skrócie: - Mamy pretensje do rządu o oczernianie kibiców i nic nie robienie, aby na stadionach było lepiej. Ale prawdziwą tragikomedię odgrywa Górska-Hejkowska ze Staruchowiczem, który „chodzi na mecze 14 lat i nigdy włos mu z głowy nie spadł, zwłaszcza na nowym stadionie, będącym przykładem tego w jaki sposób powinny być organizowane imprezy masowe na bezpiecznym nowoczesnym obiekcie”. A wszystko to przy ugładzonej PR-owskiej postawie i anielskiej minie wnusia, którego nie sposób nie kochać.
I, żeby było jasne, dość już mam pobłażania chuliganerii, która wciąż trzęsie klubami, ale mam wrażenie, że rząd rzucił mięso armatnie na mięso armatnie, bo jak dla mnie zamykanie stadionów i zakaz wpuszczania na nie kibiców gości do końca sezonu ekstraklasy i niższych lig, kojarzy się z zamknięciem szkolnej stołówki, bo kilku nieprzystosowanych uczniów grymasiło, rzucając jedzeniem. Gdybym był kibolem, to tak jak „Staruch” z przerażająco drwiącym uśmieszkiem wiedziałbym, że rząd zadarł ze środowiskiem, które takie akcje konsolidują i jednoczą. Kibole są jednocześnie solą w oku, ale i solą stadionowego dopingowania i wierności. To nie „pikniki”, które nie wytrwają do końca przegranego meczu.
Mariusz Wójkowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz