środa, 6 kwietnia 2011

W stolicy śmiesznie i strasznie

Jeśli w ostatnich tygodniach na „tapecie” nie jest reprezentacja, to oczywiście niszę znakomicie wypełniają stołeczne Polonia i Legia. Chłopaki w „Czarnych Koszulach” w obronie pensji radzą sobie znacznie lepiej, niż z bronieniem dostępu do własnej bramki. Prawdziwe chłopaki z miasta, „wiochy nie robią”! Kaska jest, to granie jest, ale według zawodników kaski nie ma, więc grania nie ma, i nic tu nie zmienia 3-1 w Kielcach. Ale, ale! Jak to nie ma kaski, skoro prezes Wojciechowski zaprzysięga się, że wszyscy zawodnicy z podstawowej jedenastki regularnie zarabiają nie mniej, niż 50 tysięcy złotych?! Spieszę więc z wyjaśnieniem, że według piłkarzy ta kasa się... nie liczy! Używając „pięknych” porównań, wynegocjowana w kontraktach „stałka” piłkarzom należna jest niczym psu buda. Oni upominają się o premie za... wygrane mecze. Nikt chłopakom nie chciał zapisać w kontraktach bonusów za zwycięskie potyczki, to sobie u progu wiosny pofolgowali. Snuli się więc bidule najpierw po boisku, a potem po warszawskich galeriach, gdzie pilnowali, żeby wokół ich obejścia wiochy nie było. Miastowi przecież. Eleganccy, pachnący, uśmiechnięci modnisie. - Spodni w spożywczaku kupował nie będę - bronił się Łukasz Trałka, któremu podczas jednego z kibicowskich spotkań fani zarzucali... nic nie robienie. Ma rację chłopak, spodnie ze spożywczaka? Toż to wiocha na całego! Gdyby jednak świat był choć ciupinkę sprawiedliwy, to Trałka i jemu podobni zaliczyliby porządną finansową jatkę. Tylko panie prezesie Wojciechowski, nie w postaci 50 tysięcy zł miesięcznie za bywanie zawodowym piłkarzem. Leniów pan bagatymi zrobił, ot cała prawda!
Za miedzą, przy Łazienkowskiej, równie śmiesznie, ale też niebezpiecznie! - Była burza, będzie tsunami – grzmiał Skorża po porażce ze Śląskiem. I miał rację. Legię zmiótł potem Bełchatów, a w miniony weekend na ich obiekcie do woli postrzelał sobie Ruch. Tsunami szaleje, a Skorża jak nic nie rozumiał, tak dalej nie rozumie. Na ostatniej konferencji prasowej próbował się bronić absencją Choto, ogłaszając, że „jego powrót, to kluczowa sprawa”. Ja na miejscu włodarzy Legii szybciutko wyrzuciłbym z pracy pana Maćka, bo „enty” już raz udowadnia, że z trenerką i właściwym przygotowaniem drużyny ma niewiele wspólnego (pamiętacie kompromitację Wisły z Levadią pod jego batutą?). Coś mi się wydaje, że pod jego ręką naszej ekstraklasy nie wygrałaby nawet... Barcelona! Marny żart? Może i tak, ale stan moich myśli oddaje idealnie. Najgorsze, że pan trener choćby słowem nie wydusił tej wiosny, że cokolwiek to jego wina i za cokolwiek bierze odpowiedzialność. On tylko nic nie rozumie... Ale czy widzieliście polskiego trenera, który sam podał się do dymisji? Nie pomagają białe chusteczki, coraz bardziej obelżywe krzyki z trybun w kierunku prezesa, samego Skorży i jego piłkarzy. Na dodatek brutalnie zaatakowano Jakuba Rzeźniczaka, którego jakiś bandyta po meczu z Ruchem uderzył w twarz. Co jeszcze musi się stać, zanim do Skorży dotrze, że kompletnie rozwalił drużynę?! Co jeszcze musi się stać, zanim zrozumieją to jego przełożeni? Fakt, nie można poddawać się dyktatowi kiboli, ale akurat w tej sytuacji na niekorzyść trenera od dawna przemawiają wyniki. Pardon, raczej totalny ich brak.
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz