środa, 13 kwietnia 2011

„Chłopaki - łobuziaki”

W przeciwieństwie do większości mediów nie zapomnieliśmy o sprawie (patrz tekst na str. 5), chociaż nic się tak naprawdę nie stało... Przecież pan „Staruch” spotkał się, przy aprobacie władz Legii, z Jakubem Rzeźniczakiem, który nie „szanował mordy, k...a, gnój je...ny”, że zacytuję kibola, psychicznie poszkodowanego przez zawodnika. Obaj panowie „wyjaśnili sobie wszystkie nieporozumienia” i już dwa dni później przybijali piątkę po pucharowym meczu w Gdańsku. Ach, co za idylla! Politycy powinni brać przykład od panów chuliganów i panów piłkarzy.

I od trenera Macieja Skorży, który nie chciał się wypowiadać na temat incydentu po meczu z Ruchem, za to w Gdańsku usłyszał tylko z sektora kibiców Legii skandowanie swojego nazwiska. Gróźb krzyczanych przez niemal całe spotkanie pod adresem dziennikarzy jakoś nie słyszał... Skoro już jestem przy kolegach po fachu, to naprawdę nie potrafię zrozumieć reakcji znakomitej większości, która bagatelizuje atak na Rzeźniczaka, i cały czas, z uporem godnym maniaka, pisze lub mówi o kibicach, a nie chuliganach czy bandytach. Takimi staną się dla nich pewnie dopiero wtedy, gdy sami zostaną napadnięci albo kiedy jakiś piłkarz lub trener dostanie „kosę” pod żebra. Gdyby kogoś z nas, czego nikomu nie życzę, napadli lub okradli, to sprawców nazwiemy porządnymi obywatelami, czy bandytami i złodziejami?

Warto sobie postawić pytanie o granicę naszego strachu przed bandytami ubranymi w klubowe szaliki. Bo druga strona nie ma żadnych granic, co pokazał „Staruch”, a wcześniej „Litar” czy „Misiek”. Dziś plują na rodzinę ubraną w narodowe barwy i atakują piłkarzy, co będzie jutro?
I, żeby było jasne. Nie stawiam znaku równości między kibicami, tymi prawdziwymi, a bandycką mniejszością, także odwiedzającą nasze stadiony. Najłatwiej uogólniać, jak to czyni choćby Tomasz Kwaśniak na portalu futbolnet.pl, gdzie wręcz lamentuje nad nagonką na kibica. „Do druku trafią niebawem słowniki, w których człowiek oglądający mecz na trybunach będzie figurował pod hasłem „bandyta” - pisze. Boi się także o edukację naszych pociech - „Tylko czekać aż dzieci w szkole będą powtarzać na rozkaz: „kibol twój wróg”.

Naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak piętnowanie stadionowego chuligaństwa można odczytać jako nagonkę na kibiców. Może też powinienem założyć różowe okulary i dostrzec, jacy fajni kibice tylko przychodzą na mecze. Jakie fajne mają napisy na ubraniach, w stylu „chuj w dupę policji” czy „śmierć żydzewskiej kurwie”. Jak fajnie potrafią uderzeniem z liścia ustawić do pionu piłkarza. Lepiej niż trener. Fajne te chłopaki - łobuziaki!
Kamil Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl

środa, 6 kwietnia 2011

W stolicy śmiesznie i strasznie

Jeśli w ostatnich tygodniach na „tapecie” nie jest reprezentacja, to oczywiście niszę znakomicie wypełniają stołeczne Polonia i Legia. Chłopaki w „Czarnych Koszulach” w obronie pensji radzą sobie znacznie lepiej, niż z bronieniem dostępu do własnej bramki. Prawdziwe chłopaki z miasta, „wiochy nie robią”! Kaska jest, to granie jest, ale według zawodników kaski nie ma, więc grania nie ma, i nic tu nie zmienia 3-1 w Kielcach. Ale, ale! Jak to nie ma kaski, skoro prezes Wojciechowski zaprzysięga się, że wszyscy zawodnicy z podstawowej jedenastki regularnie zarabiają nie mniej, niż 50 tysięcy złotych?! Spieszę więc z wyjaśnieniem, że według piłkarzy ta kasa się... nie liczy! Używając „pięknych” porównań, wynegocjowana w kontraktach „stałka” piłkarzom należna jest niczym psu buda. Oni upominają się o premie za... wygrane mecze. Nikt chłopakom nie chciał zapisać w kontraktach bonusów za zwycięskie potyczki, to sobie u progu wiosny pofolgowali. Snuli się więc bidule najpierw po boisku, a potem po warszawskich galeriach, gdzie pilnowali, żeby wokół ich obejścia wiochy nie było. Miastowi przecież. Eleganccy, pachnący, uśmiechnięci modnisie. - Spodni w spożywczaku kupował nie będę - bronił się Łukasz Trałka, któremu podczas jednego z kibicowskich spotkań fani zarzucali... nic nie robienie. Ma rację chłopak, spodnie ze spożywczaka? Toż to wiocha na całego! Gdyby jednak świat był choć ciupinkę sprawiedliwy, to Trałka i jemu podobni zaliczyliby porządną finansową jatkę. Tylko panie prezesie Wojciechowski, nie w postaci 50 tysięcy zł miesięcznie za bywanie zawodowym piłkarzem. Leniów pan bagatymi zrobił, ot cała prawda!
Za miedzą, przy Łazienkowskiej, równie śmiesznie, ale też niebezpiecznie! - Była burza, będzie tsunami – grzmiał Skorża po porażce ze Śląskiem. I miał rację. Legię zmiótł potem Bełchatów, a w miniony weekend na ich obiekcie do woli postrzelał sobie Ruch. Tsunami szaleje, a Skorża jak nic nie rozumiał, tak dalej nie rozumie. Na ostatniej konferencji prasowej próbował się bronić absencją Choto, ogłaszając, że „jego powrót, to kluczowa sprawa”. Ja na miejscu włodarzy Legii szybciutko wyrzuciłbym z pracy pana Maćka, bo „enty” już raz udowadnia, że z trenerką i właściwym przygotowaniem drużyny ma niewiele wspólnego (pamiętacie kompromitację Wisły z Levadią pod jego batutą?). Coś mi się wydaje, że pod jego ręką naszej ekstraklasy nie wygrałaby nawet... Barcelona! Marny żart? Może i tak, ale stan moich myśli oddaje idealnie. Najgorsze, że pan trener choćby słowem nie wydusił tej wiosny, że cokolwiek to jego wina i za cokolwiek bierze odpowiedzialność. On tylko nic nie rozumie... Ale czy widzieliście polskiego trenera, który sam podał się do dymisji? Nie pomagają białe chusteczki, coraz bardziej obelżywe krzyki z trybun w kierunku prezesa, samego Skorży i jego piłkarzy. Na dodatek brutalnie zaatakowano Jakuba Rzeźniczaka, którego jakiś bandyta po meczu z Ruchem uderzył w twarz. Co jeszcze musi się stać, zanim do Skorży dotrze, że kompletnie rozwalił drużynę?! Co jeszcze musi się stać, zanim zrozumieją to jego przełożeni? Fakt, nie można poddawać się dyktatowi kiboli, ale akurat w tej sytuacji na niekorzyść trenera od dawna przemawiają wyniki. Pardon, raczej totalny ich brak.
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl