środa, 23 marca 2011

Nie zdanżam...

Na początek zagadka: Lech i Ruch – po 8, Jagiellonia i Lechia – po 9, Cracovia, Korona, Legia i Śląsk – po 10, GKS 11, Polonia Bytom 12, Arka i Wisła – po 13, Górnik 16, Widzew 20, Zagłębie 21, wreszcie Polonia Warszawa 22. Co to za liczby? Jeśli znasz odpowiedź, wyślij SMS-a na numer... tysiąc pięćset dwa dziewięćset i bądź z siebie dumny, że znasz odpowiedź na tak karkołomnie postawione pytanie. Jeśli nie masz pojęcia, nie wysyłaj, tylko czytaj dalej... Otóż każda z tych liczb oznacza ilość zmian trenerów w poszczególnych klubach ekstraklasy w ostatnich... 10 latach!
Szybko można obliczyć, że średnia dla każdej drużyny to „szkoleniowiec” (cudzysłów konieczny, bo w tym czasie nikt nikogo nie wyszkoli) pracujący mniej niż 12 miesięcy! To nie jest normalne. To chore, i nie można całej winy za taką statystykę, zwalać na cyrk przy Konwiktorskiej firmowany przez sztukmistrza JW. Inni nie są lepsi.
Weźmy na tapetę miedziowe gabinety, gdzie właśnie wymyślono Urbana w miejsce Bajora. Przecież nie od dziś wiadomo, że działaczom KGHM jakoś ten Bajor nie pasował. Po jakiego grzyba zatem powierzyli mu zimowe przygotowania, skoro robotę wymówili zaraz po wiosennym starcie? Teraz Urban szczerzy zęby z radości, bo z powodu dwutygodniowej przerwy na mecze reprezentacji wreszcie będzie mógł dłużej popracować z zespołem oraz lepiej poznać podopiecznych. Czy tak, mam na myśli oczywiście działaczy „Miedziowych”, postępują profesjonalni menedżerowie zarządzający poważnymi firmami?
Jakby tego było mało, z siedziby poznańskiego Lecha ktoś puścił do mediów plotkę na temat niepewnej sytuacji Bakero. Jeśli te pogłoski się potwierdzą, a „Kolejorz” zaliczy kolejne po Cracovii potknięcie, w stolicy Wielkopolski głowy prezesów znowu rozgrzeją się do czerwoności i kogoś wymyślą. Kogo?
Może Rafała Ulatowskiego, bo na taki pomysł wpadła część osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie... Korony. Tak, tak. Tej samej, która jesienią była rewelacją ekstraklasy pod wodzą ponoć wtedy bardzo zdolnego Marcina Sasala. Wystarczyło wiosną przegrać z Widzewem oraz zremisować z bytomską Polonią, by już młodym zdolnym nie być. Tak przynajmniej wydedukował Jarosław Niebudek, dyrektor do spraw sportowych w kieleckim klubie. Ponoć już zaczął rozmowy z Ulatowskim. Na szczęście w Koronie górę wzięło racjonalne myślenie i prezes Chojnowski postanowił urlopować do maja... Niebudka. Biedak pewnie nie mógł zrozumieć, że każda drużyna miewa dołek i postanowił go zasypać zwalniając Sasala.
Rotuj się kto w Boga wierzy. Dupiak na miejsce Bartkowiaka, Czajkowski z wydziału na wydział, Kubiak z wydziału na redakcję, Stefaniak z PAX-u do Śmaksu, a Maliniak w maliny! Nowy rząd!” – mówił Jan Pietrzak w niezapomnianych „Personalnych szachistach”. Prezesi naszych klubów oglądali chyba tylko ten skecz. Bo choć piszę komentarz w niedzielę wieczorem z wywalonym jęzorem, wiem, że ci piłkarscy „personalni szachiści” zawsze będą przede mną. Bakero, Bartoszek, Nawałka, Probierz... Kto następny? Panowie prezesi, błagam, nie zdanżam z tekstem na czas!
Kamil Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl

środa, 9 marca 2011

Smuda przegina

Do tego, że selekcjoner reprezentacji Polski plecie, co mu ślina na język przyniesie, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Gdybyśmy dokładnie prześledzili jego wszystkie wypowiedzi odnośnie drużyny narodowej budowanej na Euro 2012, Smuda już dziś zdobyłby mistrzostwo Europy. Ba! świata nawet, ale nie w piłce nożnej, tylko w niekonsekwencji. Dodatkowo mógłby otrzymać Złotą Piłkę za niewiarygodne zaprzeczanie swoim słowom i deklaracjom w dwóch wywiadach udzielonych w tym samym czasie różnym gazetom.

Przykład najświeższy to chory pomysł selekcjonera na rozpoczęcie zgrupowania przed czerwcowym tryptykiem towarzyskich meczów, jeszcze przed końcem rozgrywek ekstraklasy! Smuda wymyślił sobie, że przeniesie się w czasie do lat 70. ubiegłego wieku i, jak Kazimierz Górski, skoszaruje kadrowiczów na trzytygodniowym obozie. Kluby miałyby oddać zawodników, jeżeli tylko nie będą już walczyć o konkretne cele. Selekcjoner chyba przestał śledzić rozgrywki ekstraklasy. Po 17. kolejce na przykład dziewiąty Widzew ma „aż” 4 punkty przewagi nad piętnastą Arką, za to ósmy Lech traci tylko 6 „oczek” do trzeciej Legii. Założę się, że na finiszu ligi różnice będą jeszcze mniejsze, a zespoły o nic nie grające będzie można policzyć na palcach jednej dłoni... drwala. Przecież im wyższa lokata na koniec sezonu, tym w klubowej kasie dodatkowe 200 tys. zł więcej od telewizji Canal+. Smuda zwyczajnie przegiął z tym pomysłem, co zresztą szybko do zrozumnienia dały mu kluby.

Jeszcze przed lutowym sparingiem z Norwegami zadeklarował, że to spotkanie, wraz z marcowymi pojedynkami z Litwą i Grecją, ma zakończyć jego poszukiwania piłkarzy na Mistrzostwa Europy. Od czerwcowych meczów kadra ma pracować już tylko nad taktyką, zgraniem i stałymi fragmentami. I tu się pojawia niekonsekwencja Smudy, bo po co rozpoczynać to zgrupowanie o sześć dni wcześniej, skoro selekcja miała zakończyć się dwa miesiące wcześniej? Zresztą nie wierzę, że trener chce tak długo szlifować formę Plizgi czy Celebana, skoro ciągle przypomina, jak to nie może doczekać się Arboledy i Perquisa.
Niech szef kadry lepiej teraz przypilnuje swój sztab na okoliczność tego, z kim w czerwcu zagramy. Na razie wiadomo, że 9 czerwca w Gdańsku przetestuje nas Francja. „Trójkolorowi”, co jest wielce prawdopodobne, przywiozą swój drugi garnitur, bo Francuzi po raz kolejny nie chcą umierać, pardon, grać w Gdańsku. Za to z kim zmierzymy się 2 i 6 czerwca, jest na razie wielką zagadką, a lista potencjalnych, wymagających rywali, szybko topnieje. Jak lód na rozgrzanej dziwnymi pomysłami głowie selekcjonera.
Kamil Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl