niedziela, 13 lutego 2011

Oceny? Lepiej nauczmy się świętować

Kadra Franciszka Smudy – w kiepskim i mniej kiepskim stylu, ale jednak – rozpoczęła rok 2011 od dwóch zwycięstw. To dobry znak? Niby tak, bo wygrywanie po słabej grze to również sztuka. Ale spotkania na Euro 2012 – tak jak mecze derbowe czy pucharowe – będą rządzić się własnymi prawami. To co kadra prezentuje obecnie, co pokaże w następnych sparingach, nie będzie miało wielkiego przełożenia na jej postawę podczas polsko – ukraińskiego turnieju.

Oczywiście, selekcja zawodników musi postępować, więc Smudzie są potrzebne takie mecze. Nie da się jednak przewidzieć dyspozycji dnia, w jakiej „Biało-Czerwoni” będą podczas meczów o stawkę, ani zdarzeń losowych, mających wpływ na personalia. Nie można zgadnąć, czy akurat po naszej stronie będzie łut szczęścia. Nie wiadomo, czy rozszalały tłum polskich kibiców zwiąże nogi naszym piłkarzom, czy raczej doda im skrzydeł. A to są ważne kwestie – nawet kluczowe w przypadku reprezentacji Polski.

Rachunek prawdopodobieństwa jest dla Polaków bezlitosny. Poprzednie turnieje z ich udziałem jasno wskazują, że wielkim sukcesem będzie – bez względu na jakość grupowych rywali – awans do kolejnej fazy. I nie ma się co łudzić, że do czerwca 2012 roku w tej kwestii coś się zmieni. Polska jest i pozostanie do „naszego Euro” jedynie europejskim średniakiem. Dobrze to wcześniej zrozumieć, by nie tracić sił na niepotrzebne rozterki emocjonalne (a nuż ktoś uwierzy, że trio z Borussii poprowadzi nas do finału) i bezcelowe rozważania.

Śmieszą mnie złośliwe sprzeczki internautów o to, kto powinien tworzyć wyjściową „11” Polaków, a kto może w niej wystąpić jedynie jako bohater gry komputerowej. Dziwią mnie nie mniej kąśliwe dyskusje dziennikarzy i ekspertów, bo jedni widzą przyszłych bohaterów w tych, których inni nazywają frajerami.

Czas na wystawianie ocen przyjdzie po zakończeniu turnieju. Teraz lepiej nauczyć się radości z każdego sparingu z silnym rywalem (ja chcę spotkania z Brazylią). Cieszenia się każdym meczem (nie tylko Polaków) rozegranym w ramach zbliżającego się wielkimi krokami święta.
Lech Poznań – przed rozpoczęciem zmagań fazy grupowej Ligi Europy – mógł cieszyć się tylko z atrakcyjnego losowania. Nikt przecież serio nie przypuszczał, że „wykosi” gigantów i awansuje dalej. I dobrze, bo gdyby się skupiano tylko na końcowym wyniku, wiele bezcennych chwil uciekłoby w gwarze pustych pogadanek. Dlatego czas Euro 2012, gdy będziemy europejską stolicą futbolu, trzeba będzie celebrować. Grzechem byłoby go przegadać...

Adrian Wawrzyczek
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz