Smuda powołał Tomasza Jodłowca, Adriana Mierzejewskiego, Macieja Sadloka i Artura Sobiecha na zgrupowanie w Portugalii. Prezes Polonii zgodził się na przyjazd zawodników (Mierzejewski i Sadlok) na mecz z Norwegią (nie ma wyjścia, gdyż jest to oficjalny termin FIFA), ale na Mołdawię (Jodłowiec, Sobiech) już nie, bo jest to nieoficjalna data i ma takie prawo. Smuda wściekł się, że albo stołeczni przyjeżdżają na całe zgrupowanie, albo wcale, by później ugryźć się w język, iż ostatni raz idzie na taki kompromis. Wojciechowski podkopał dołek, twierdząc że jego piłkarze z obozu w Hiszpanii do Portugalii, mając do pokonania 400 km, zdążą tylko na przedmeczowy rozruch, mimo iż są szybsze połączenia. „Franz” stanął okoniem, z Polonistów zrezygnował, mówiąc o skandalu: -trenerowi polskiego klubu nie zależy na tym, by jego zawodnicy brali udział w przygotowaniach reprezentacji. I pomyśleć, że jeszcze dwa lata temu, gdy do kadry Leo Beenhakker podbierał Smudzie podopiecznych z Lecha, obecny selekcjoner myślał odwrotnie.
Smuda i Wojciechowski posprzeczali się o swoje miejsce w piaskownicy, a po łbie łopatką dostaną zawodnicy, którym, jak najtrzeźwiej w tym całym zamieszaniu zauważył były kadrowicz Jacek Bąk, zrobiono krzywdę, gdyż oni na pewno chcieli przyjechać. Stała się krzywda i wszystko wskazuje na to, że będzie ona czyniona dalej, czytając między wierszami w jednej z ostatnich wypowiedzi Smudy: - Skoro nowy trener Polonii chce mieć optymalnie przygotowaną drużynę na pierwszy mecz ćwierćfinałowy Pucharu Polski z Lechem, to zastanawiam się, co będzie, jeśli przegrają. A nie wiem, czy będę dalej powoływał piłkarzy tego klubu. Przecież dojdą kontuzjowani jak Sebastian Boenisch. Może już do końca sezonu nie będę przeszkadzał, żeby puchar i mistrzostwo zdobyli...
Niestety w tym przypadku, gdzie dwóch się bije, tam trzeci nie skorzysta.
Tak na marginesie, o ile Bąk zauważył najistotniejszy problem, tak Roman Kosecki dorzucił swoje bzdurne trzy grosze do konfliktu reprezentacja - Polonia. „Kosa” twierdzi, że na miejscu czwórki Polonistów powiedziałby do prezesa: - No to mnie ukarz finansowo, a ja i tak pojadę na reprezentację. Bo to moja kariera, a kadra jest najważniejsza. Trzeba mieć charyzmę i jaja. Gdyby wbrew prezesowi pojechali na zgrupowanie kadry, to by na pewno nie stracili.
Ciekawe, czy Kosecki był taki mądry za czasów gry w Atletico Madryt, gdy klubowi prezesował Jesus Gil, dla którego zwolnienia trenerów były splunięciem.
Mariusz Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz