środa, 9 lutego 2011

Gdzie dwóch się bije

Gdybym, w sporze trenera „Biało-Czerwonych” Franciszka Smudy z właścicielem Polonii Warszawa Józefem Wojciechowskimo dostępność piłkarzy „Czarnych Koszul” dla reprezentacji, miał się opowiedzieć za którąś ze stron, stanąłbym po środku, bo obaj robią krzywdę, tylko nie sobie.

Smuda powołał Tomasza Jodłowca, Adriana Mierzejewskiego, Macieja Sadloka i Artura Sobiecha na zgrupowanie w Portugalii. Prezes Polonii zgodził się na przyjazd zawodników (Mierzejewski i Sadlok) na mecz z Norwegią (nie ma wyjścia, gdyż jest to oficjalny termin FIFA), ale na Mołdawię (Jodłowiec, Sobiech) już nie, bo jest to nieoficjalna data i ma takie prawo. Smuda wściekł się, że albo stołeczni przyjeżdżają na całe zgrupowanie, albo wcale, by później ugryźć się w język, iż ostatni raz idzie na taki kompromis. Wojciechowski podkopał dołek, twierdząc że jego piłkarze z obozu w Hiszpanii do Portugalii, mając do pokonania 400 km, zdążą tylko na przedmeczowy rozruch, mimo iż są szybsze połączenia. „Franz” stanął okoniem, z Polonistów zrezygnował, mówiąc o skandalu: -trenerowi polskiego klubu nie zależy na tym, by jego zawodnicy brali udział w przygotowaniach reprezentacji. I pomyśleć, że jeszcze dwa lata temu, gdy do kadry Leo Beenhakker podbierał Smudzie podopiecznych z Lecha, obecny selekcjoner myślał odwrotnie.

Smuda i Wojciechowski posprzeczali się o swoje miejsce w piaskownicy, a po łbie łopatką dostaną zawodnicy, którym, jak najtrzeźwiej w tym całym zamieszaniu zauważył były kadrowicz Jacek Bąk, zrobiono krzywdę, gdyż oni na pewno chcieli przyjechać. Stała się krzywda i wszystko wskazuje na to, że będzie ona czyniona dalej, czytając między wierszami w jednej z ostatnich wypowiedzi Smudy: - Skoro nowy trener Polonii chce mieć optymalnie przygotowaną drużynę na pierwszy mecz ćwierćfinałowy Pucharu Polski z Lechem, to zastanawiam się, co będzie, jeśli przegrają. A nie wiem, czy będę dalej powoływał piłkarzy tego klubu. Przecież dojdą kontuzjowani jak Sebastian Boenisch. Może już do końca sezonu nie będę przeszkadzał, żeby puchar i mistrzostwo zdobyli...

Niestety w tym przypadku, gdzie dwóch się bije, tam trzeci nie skorzysta.

Tak na marginesie, o ile Bąk zauważył najistotniejszy problem, tak Roman Kosecki dorzucił swoje bzdurne trzy grosze do konfliktu reprezentacja - Polonia. „Kosa” twierdzi, że na miejscu czwórki Polonistów powiedziałby do prezesa: - No to mnie ukarz finansowo, a ja i tak pojadę na reprezentację. Bo to moja kariera, a kadra jest najważniejsza. Trzeba mieć charyzmę i jaja. Gdyby wbrew prezesowi pojechali na zgrupowanie kadry, to by na pewno nie stracili.
Ciekawe, czy Kosecki był taki mądry za czasów gry w Atletico Madryt, gdy klubowi prezesował Jesus Gil, dla którego zwolnienia trenerów były splunięciem.

Mariusz Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz