czwartek, 3 lutego 2011

Chuliganka ma się dobrze!

Pamiętam, jak kilkanaście tygodni temu byłem święcie oburzony na dokument emitowany w jednej z polskich telewizji, w którym nasi fani przedstawiani byli jako chuligani, żeby nie napisać wprost - bandyci. I co? Wygłupiłem się, naiwnie wierząc, że takie sytuacje na naszych stadionach to coś więcej, niż margines. Oglądając taśmy z monitoringu meczu Polska - Wybrzeże Kości Słoniowej, na których widzimy kibola plującego i szturchającego innego mężczyznę, czerwieniałem ze wstydu, ale i złości. Bo to nie jest tak, że nigdy czegoś takiego nie widziałem na polskim stadionie. Tym poruszony byłem jakby... mniej. Bardziej wkurzyło mnie, że gdyby nie „Wyborcza”, nikt o tym by się nie dowiedział. Jeszcze mocniej wkurzony byłem, śledząc całe zajście już po... zajściu. Wnioski mam straszne - takie sytuacje będą się powtarzać! Dlaczego? Bo instytucje i ludzie odpowiedzialni za porządek w tej materii, albo nie wiedzą co mówią, ale mówią bzdury!

Najgorsze, że mowa o służbach, które powinny zbudować bezpieczeństwo na polskich stadionach w trakcie Euro 2012. - Podczas turnieju żadni przypadkowi ochroniarze nie pojawią się na stadionach - taki kit wciska nam rzecznik spółki Euro 2012 Polska, Juliusz Głuski. To fajnie, tylko ja pytam, dlaczego dzisiaj, na jedynym czynnym już obiekcie nadchodzących Mistrzostw Europy, ochroną zajmuje się ktoś, kto pluje, szturcha i miast być obrońcą uciśnionych, tychże uciśnionych poniewiera? Mało tego, szef „Wiary Lecha” robi biznesy z klubem (jego firma kateringowa obsługuje choćby mecze ligowe „Kolejorza”), a na salonach przyjmowana jest z atencją i szacunkiem godnym mądrych i kulturalnych ludzi, podczas gdy w rzeczywistości jest zgrają siejącą strach. I niech nikt w związku nie tłumaczy nam, że za to odpowiedzialni są decydenci Lecha. Owszem, oni też, albo oni przede wszystkim, ale jeśli PZPN naprawdę chciałby wyplenić z naszych stadionów chamstwo i przemoc, to nigdy nie pozwoliłby, aby tacy ludzie mogli wchodzić na nasze stadiony. A oni nie dość, że wchodzą, to jeszcze robią na tym kokosy. O tym też nikt odpowiedzialny nie wie?

- Jestem zaskoczony, o sprawie dowiaduję się od pana - z rozbrajającą szczerością tłumaczył się nie mający pojęcia o całym zajściu szef Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich w PZPN, Andrzej Bińkowski! Toż to zgroza, żeby taki facet dowiadywał się o czymś podobnym od dziennikarza! Na litość boską, czy w naszym kraju urzędnicy muszą być tak beznadziejni? Przecież ta wypowiedź powinna powalić chłopa na łopatki i pan Bińkowski sekundę po takiej kompromitującej wypowiedzi winien wylecieć z hukiem ze stanowiska. Bo kto ma o takich rzeczach wiedzieć, jak nie on?!

Jeśli wreszcie ważni ludzie tego nie zrozumieją, to „Wiara Lecha” i inne tym podobne szajki zdominują nasze stadiony. Nie może być przecież tak, że kamery sobie, a chamstwo sobie. Nie może być tak, że zamiast siły polskiego prawa, agresorom przeciwstawiają się dwie... kobiety. - Nie wiem, dlaczego nie wyłowiono tego incydentu - przyznaje Bińkowski. A ja nie wiem, co pan robi na stanowisku szefa Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich w PZPN. Doprawy to frustrujące, że w naszym kraju powoli nikt za nic nie odpowiada.
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz