środa, 26 stycznia 2011

Ach, co to był za mecz...

Wrocławska prokuratura znowu sieje postrach pośród gwiazd, gwiazdeczek i meteorów naszej piłki, jakże wspaniale rozwijającej się dzięki Euro 2012, że przytoczę oficjalną formułkę polityków oraz wierchuszki PZPN-u.

Tym razem policja przywiozła do stolicy Dolnego Śląska Pawła D. i Marcina B., dwóch byłych piłkarzy Cracovii, którym postawiono zarzuty ustawienia meczu, którego wynik „pozwolił drużynie przeciwnej na udział w rozgrywkach o Puchar UEFA w sezonie 2006/2007”, jak oficjalnie poinformował rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Wszystko wskazuje na to, że chodzi o spotkanie Cracovia - Zagłębie Lubin (wynik 0-0), z ostatniej kolejki wspomnianego sezonu.

Dzięki dziennikarzom stacji Orange Sport Info mogliśmy przypomnieć sobie fragmenty tego wspaniałego widowiska. Obejrzeliśmy, jak piłkarze „Pasów” nieudolnie rozgrywają piłkę, prawie wszystkie podania posyłają w nicość, a zamiast na bramkę rywala, strzelają Panu Bogu w okno. Zawodnicy Zagłębia w tych „dryblingach” im nie przeszkadzali. D. i B. często gościli w telewizyjnym skrócie, jako autorzy wielu „znakomitych” zagrań. Trudno to nazwać meczem ekstraklasy. To była raczej farsa, nawet nie podwórkowa kopanina, bo tam przynajmniej młodzi chłopcy grają ambitnie, nawet jeśli brak im umiejętności. Tu ambicja została w szatni, zamiast niej jedni wyłożyli 100 tysięcy zł, a drudzy je zainkasowali.

Takich meczów ekstraklasy w ostatnich kilkunastu latach obejrzeliśmy setki, jeśli nie tysiące. Często kpiliśmy z popisów boiskowych wirtuozów, za co dostawaliśmy połajanki, że takim pisaniem podcinamy gałąź, na której siedzimy, bo przecież obżydzamy ludziom zainteresowanie rodzima piłką. Tyle że gałąź już od dawna jest przegnita i spruchniała, i wcale nie musimy jej piłować. A gnije głównie dzięki takim ludziom jak Marcin B., który przyznał się do winy. B. zapamiętałem z jednego meczu. 10 kwietnia 2005 r., tuż po śmierci papieża, Cracovia pokonała Legię po golu strzelonym przez B. w ostatniej minucie. Po bramce ukląkł na boisku, bluzgami odganiał gratulujących mu kolegów, aby wszyscy zobaczyli, że ma pod koszulką t-shirt z napisem „Dziękujemy za wszystko Ojcze Święty”...

Polski futbol gnije, gdy Stefan Białas, trener Cracovii w tamtym meczu, mówi dziś dziennikarzowi „Rzeczpospolitej”, że jest zdziwiony całą sprawą, bo w przerwie spotkania „dwaj piłkarze wymiotowali, co zwykle oznacza, że zawodnik daje z siebie wszystko”. Po co opowiadać takie bajki? W telewizyjnym skrócie jakoś nie było widać, żeby ktoś grał na „zapalenie płuc”. Z kolei Franciszek Smuda, wtedy trener Zagłębia, zagadnięty o to spotkanie, raz mówi, że o całej sprawie dowiaduje się dopiero teraz od dziennikarza, by za chwilę w innej rozmowie z przedstawicielem mediów wypalić - „Pamiętam tamten mecz. Dziwnie wyglądał, jakby nikt gola nie chciał strzelić”.

Nie wiadomo - śmiać się czy płakać? Może lepiej się pośmiać. My się śmiejemy z tych, którzy wyrzucili te 100 tys. zł w błoto. Bo przecież dwa miesiące później, po „wspaniałych” bojach w I rundzie eliminacji Pucharu UEFA, Zagłębie odpadło z białoruskim Dinamem Mińsk. Warto było?
Kamil Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl

środa, 19 stycznia 2011

Pan Hilary wraca do gry!

Patrząc na tabelę ekstraklasy po jesieni, trudno nie zauważyć, że nie tylko walka o czołowe lokaty może wiosną trwać dosłownie do ostatnich sekund bieżącego sezonu. Także na dole tabeli zapowiada się bój do krwi ostatniej, no chyba z wyjątkiem... ostatniej Cracovii, która musiałaby zacząć rundę rewanżową od trzech kolejnych zwycięstw, by złapać kontakt z resztą stawki. Ale gra nie toczy się tylko na boisku.

„Pasy”, podobnie jak reszta ekip z dołu tabeli, zbroi się przed decydującym starciem. Dziurę w obronie ma załatać Słoweniec, a napastnikom piłki będzie dogrywał powracający Giza. W Gdyni zakontraktowali łowcę goli rodem z Peru, w Chorzowie postawili na weterana Zieńczuka, w Lubinie na Nigeryjczyka kupionego w Lombardzie, a już w Łodzi międzynarodówka na całego.

Te wszystkie transfery są na nic! Szkoda czasu i pieniędzy. Najważniejsze role w walce o utrzymanie odegra siódemka następujących „zawodników”: Hilary Nowak, Grzegorz Kołtuniak, Janina Kozakiewicz, Jacek Kryszczuk, Tomasz Muszyński, Radosław Osmólski i Andrzej Springer. Nie, nie znajdziecie ich w naszej giełdzie transferowej na str. 4. Nie są oni też nieznanymi talentami z niższych lig, odkrytymi przez wspaniałych skautów naszych klubów. To... skład Komisji ds. Licencji Klubowych Ekstraklasy w Polskim Związku Piłki Nożnej. Kapitanem „drużyny” jest pan Nowak, który już zabrał głos w sprawie Ruchu. Oznajmił, że chorzowianom grozi odebranie bądź zawieszenie licencji za niezrealizowanie wyroku Związkowego Trybunału Piłkarskiego w PZPN.

Otóż w listopadzie ubiegłego roku ZTP uznał racje wierzycieli „Niebieskich” (trener Lenczyk plus siedmiu byłych zawodników) i ukarał klub grzywną 100 tys. zł oraz zasądził miesiąc na oddanie miliona zł zaległych wypłat. Włodarze Ruchu stanęli okoniem. Stwierdzili, że nie zapłacą ani grzywny, ani rzekomego zadłużenia. Jednocześnie przypomnieli, że sam PZPN potwierdził, i to uchwałą, że długi, jakie spółka przejęła kilka lat temu od stowarzyszenia, zostały spłacone. Mało tego! Klub czuje się pokrzywdzony, bo wśród osób żądających pieniędzy są takie, które swoje pieniądze już otrzymały. Co do złotówki. W ich imieniu ściągnął je z klubowego konta komornik.

Jeśli tak, to w co gra pan Hilary z PZPN?! Czyżby w Komisji ds. Licencji już kręcą kolejny odcinek „Piłkarskiego Pokera”? Część mediów podchwyciła temat i trąbi na całego w stylu „Ruch nie płaci, Ruch nie dostanie licencji!”.
Jednocześnie od początku roku obserwuję niewiarygodną nagonkę w jednej z gazet na bytomską Polonię. Że to dziadowski klub, który nie płaci piłkarzom, w dodatku z dziadowskim stadionem, i my wszyscy mamy już ponoć dość tego dziadostwa. Dlatego nawet jak bytomianie się utrzymają na boisku, to najlepiej zdegradować ich przy zielonym stoliku, oczywiście odbierając licencję. Z PZPN-u już słychać głosy, że Polonia może mieć kłopoty...

Idąc dalej takim tokiem, pewnie znaleźlibyśmy w ekstraklasie jeszcze jakiegoś „dziada”, bo na jej zapleczu jest ich mnóstwo. Panie Hilary! Weź pan ekstraklasę oraz I ligę pod lupę i rozwal to dziadostwo! Tylko najpierw proszę przeczytać tekst obok, o tym, jak kończą się zabawy PZPN-u z licencjami. Te gierki mogą okazać się kosztowne.
PS. Wiele osób mówi, że pozostanie Cracovii w ekstraklasie jest niemożliwe. Kochani, słowo „niemożliwe” nie istnieje w polskiej rzeczywistości piłkarskiej. Zwłaszcza w tej pozaboiskowej.
Kamil Wójkowski
redakcja@tylkopilka.pl

sobota, 15 stycznia 2011

Bez wikipedii ani rusz!

Siadam i płaczę, bo czytam i nie wierzę! Co kilka dni dopada mnie bowiem chandra, w skrócie polegająca mniej więcej na tym, że poziom polskiego dziennikarstwa sportowego leci na łeb na szyję. Wiem co piszę, wszak na co dzień jako naczelny zmagam się z twórczą indolencją rzeszy chętnych do uprawiania tego zawodu, którzy marzą o zaistnieniu w tym środowisku, ale najczęściej ich jedynym drogowskazem do bycia kimś pozostaje... wikipedia. Jeśli w interesującym ich temacie nic tam nie ma, stawiają kropkę, materiał uznając za zakończony i oczywiście kompletny! Jest jeszcze jedno źródło ratunkowe, czyli newsy z tzw. mediów mainstreamowych. Czego one nie napiszą, tego nie ma! Jaką głupotę nam wtłoczą, taka funkcjonuje jako... prawda. I potem dziwimy się, że żaden dziennikarz sportowy nie ma szans nawet powąchać jakiegokolwiek wyróżnienia dziennikarskiego.

Przykłady? Kilka z ostatnich dni, może tygodni.

„Ronaldo zamknął fabrykę”, czyli już nigdy nie może mieć dzieci, bo poddał się sterylizacji. Krzyczały o tym niemal wszystkie nasze media, tymczasem Brazylijczyk poddał się wazektomii, a to proces odwracalny, czyli dzisiaj dzieci mieć nie może, ale jeśli zechce, lekarze potrafią przywrócić mu „męskość”. Warunek - pacjent ma świadomość, że "zabieg powrotny" obarczony jest ryzykiem oraz sporo kosztuje. Sądzicie, że Ronaldo tego nie wiedział?! Prostowaliśmy te głupoty na naszych łamach...

Ronaldinho po 10 latach wrócił do ojczyzny. Piękna bajka o powrocie do kraju geniusza piłki łzawi oczy milionów fanów, ale żeby ktoś zechciał poszperać i odpowiedzieć na pytanie, jakim cudem biedne Flamengo dokonało rekordowego w historii Ameryki Południowej transferu? Znowu psujemy ten laurkowy obrazek, wchodząc w szczegóły w najnowszym numerze „Tylko Piłki”.

Zbigniew Adamczyk - ten jegomość w imieniu polskich dziennikarzy głosował na najlepszego piłkarza świata w plebiscycie „France Football” i FIFA. „Nikt nie zna tego faceta” - zgodnym chórem krzyczą "wielcy" sportowego pióra, bo za takich z pewnością uważają się dziennikarze np. weszlo.com, czy choćby polskiego radia. Zazdroszczą, że to nie oni wybierali? Jeśli tak, to dobrze, że mają takie ambicje, rzecz jednak w tym, że teraz na to absolutnie nie zasługują! Bo co to za dziennikarze, którzy miast dociec, kim jest rzeczony Adamczyk, lecą po płytkiej bandzie tekstami w stylu „nikt nie zna tego faceta”. My nie mieliśmy żadnego problemu z dowiedzeniem się, kim jest „ten nieznany nikomu facet” (zapraszam do lektury "Tylko Piłki"). Okey, może typować powinien ktoś inny, ale przecież nie o tym tu mowa...

Przepraszam za to autorskie i subiektywne wkurzenie, ale muszę i chcę bronić „Tylko Piłki”! Jedynej w Polsce gazety piłkarskiej, która nie brnie po mieliźnie, wchodząc w rejony innym nieznane. Właśnie trwa kontynentalny czempionat w Azji. Bijcie się w piersi wszyscy ci, którzy nawet o tym nie wiedzą, a jeśli już, to sprowadzając materiały do poziomu newsów z Pucharu... Cypru. Jeśli już chcecie dobrze powtarzać, zaglądajcie na nasze łamy. Jeśli nie zawsze porywająco, to z pewnością uczciwie, dogłębnie i z sercem piszemy o wszystkich ważnych wydarzeniach futbolowych świata. O wazektomii Ronaldo, transferze Ronaldinho i tajemniczym Adamczyku też. O Pucharze Azji również!
Dariusz Król
d.krol@tylkopilka.pl

niedziela, 9 stycznia 2011

Salonu nie było i nie będzie!

Kilka lat temu, gdy w polskim parlamencie „błyszczała” jeszcze Samoobrona, jej szef ze znanym wszystkim szelmowskim uśmieszkiem zapowiedział z trybuny, że w polskim sejmie od teraz „salonu nie będzie”. I rzeczywiście nie było. W szeregach tego historycznego już ugrupowania był m.in. Janusz Wójcik, były selekcjoner reprezentacji Polski. Decyzja o przywróceniu mu przez Komisję Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN licencji dowodzi, że w największym polskim sportowym związku także salonów nie ma. Ale obruszać się możemy tylko troszeczkę, wszak to dla nas żadna, ale to żadna nowina!

Mojego, i jak sądzę kibiców wkurzenia w tym „troszeczkę” jest jednak wystarczająco dużo, aby decyzję komisji nazwać chamstwem i robieniem sobie jaj ze wszystkich uczciwych fanów futbolu. Bo jak można spokojnie przejść obok faktu, że facet, który ma kilkanaście prokuratorskich zarzutów o piłkarskie przekręty, w dodatku do wielu się przyznał, teraz w majestacie prawa(?!) znowu jest pełnoprawnym nauczycielem futbolu w polskiej piłce. Granda, to mało!!!

„Polski Związek Pomocy Nieuczciwym” - taki daliśmy tytuł na naszej okładce i jest to absolutnie najdelikatniejsza forma naszej cenzurki dla poczynań prezesa Laty i jego sfory! „Nieocenieni działacze na swój sposób zinterpretowali fakt cofnięcia Wójcikowi przez prokuraturę zakazu wykonywania zawodu i w ten sposób przywrócili go do trenerskich łask. A przecież prokuratura zrobiła to tylko dlatego, że niedługo zacznie się proces, a Wójcik ma już postawione zarzuty.” Tak w największym skrócie mój redakcyjny kolega pisze o tej sprawie. Ale to nieważne, bowiem jakiekolwiek byłyby możliwości i szanse na przywrócenie Wójcika do pracy, PZPN kategorycznie powinien był się od tego wymigać, pokazać klasę. Tymczasem uczynił dokładnie odwrotnie. Zakpił sobie z wszystkich uczciwych. Dlatego dla mnie od teraz jest to naprawdę Polski Związek Pomocy Nieuczciwym, o czym donoszę Czytelnikom mając świadomość wszelakich ewentualnych konsekwencji. Naszej piłkarskiej centrali brakuje krzty honoru, taktu, że o dobrym smaku nie wspomnę. Mam jednak marzenie (chyba jednak... ściętej głowy!), że kiedyś stanie się cud i w polskiej piłce znajdzie się ktoś na tyle silny i uczciwy zarazem, aby na cztery wiatry rozpędzić całą obecną wierchuszkę Polskiego Związeku Pomocy Nieuczciwym. Ktoś wreszcie musi przywrócić prawdziwą nazwę tej organizacji.

A sam Wójcik? Do niego pretensji mam akurat najmniej, wszak od lat wiadomo, że to człowiek skrajnie... uczciwy, oczywiście na miarę uczciwości organizacji, w której działa. Kiedy więc trzeba było trenować - trenował, kiedy dzwonić po kolegach - dzwonił, kiedy płacić - płacił. Potrafił nawet zakochać się w Lepperze, by zostać posłem. A gdy się okazało, że w PZPN znowu nastały dobre czasy dla jemu podobnych, bezczelnie wrócić. Bo opinia publiczna pokrzyczy, pokrzyczy i przestanie.

Ktoś powie - po co ten zgiełk? I tak jest po Wójciku. W Syrii czy Emiratach, gdzie pracował, o tym nie wiedzą, a przecież z pewnością w podobne rejony wybierze się były selekcjoner. Jasne, wypuśćmy wszystkich podejrzanych typów. Może nie będą chcieli nad Wisłą zostać i wyjadą precz. A wtedy zobaczymy kraj mlekiem i miodem płynący, w którym polską piłką zarządza Polski Związek Piłki Normalnej...
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

niedziela, 2 stycznia 2011

Ronaldo zamknął fabrykę

Najwybitniejszy napastnik ostatnich kilkunastu lat Nowy Rok rozpoczął z nowym postanowieniem: żadnych nowych dzieci. Ronaldo w kwietniu przywitał córkę, a jesienią syna: 5-letniego Alexa – owoc jednego z licznych romansów, o których as już nie pamiętał.

W drugi dzień świąt, kiedy Polacy odwiedzają bliskich, Ronaldo potwierdził, że podda się wazektomii. 34-letni zawodnik uznał, że potomków ma dość. Na jego nieszczęście, media uznały, że sensacji nigdy dość, ogłosiły zatem, że piłkarz z własnej woli postawił na „sterylizację”. „Tylko Piłka” nie ma wprawdzie ambicji zostać „Poradnikiem Medycznym”, lecz liczba głupstw wypisywanych w kontekście sławnego gracza i jego postanowienia jest wprost porażająca. Więc postanowiliśmy conieco wyjaśnić. Zatem opisywana tu i ówdzie sterylizacja ma się tak do wazektomii jak szermierka do MMA! Bo wazektomia to nic innego jak skuteczna forma antykoncepcji dla mężczyzn. Dobrowolna i droga, ale odwracalna (zgoda, że czasem lekarzowi coś się omsknie i skutków zabiegu odwrócić się już nie będzie dało...)! Owe odwrócenie nazywa się rewazektomią i w zależności od techniki wykonania obydwu operacji oraz czasu, który je dzieli, skuteczność może sięgać nawet 95%.

Niedawno 51. urodziny obchodził Bernd Schuster – as Barcelony, Realu Madryt i Atletico Madryt zrezygnował kiedyś z gry w reprezentacji kraju, bo żona miała rodzić syna, a Niemcy mieli grać z Albanią. Selekcjoner się pogniewał, prezes federacji się pogniewał, pogniewały się media. „Biały Anioł” pozostał w świadomości wielu jako awanturnik i pieniacz. A przecież ta sama żona, od 30 lat, od ok. 20 jest jego menadżerką! W podobny deseń mógłbym napisać np. o Niltonie Santosie czy Didim. Facetach, dla których rodzina była równie ważna jak piłkarskie laury.
Wspomniało mi to moje młodzieńcze spotkanie z śp. Markiem Kotańskim. Słynny psycholog mówiąc o niebezpieczeństwach związanych z AIDS mówił: „jest wiele sposobów na zabezpieczenie, ale zawsze warto wrócić do podstaw i zachować wierność, lojalność i wstrzemięźliwość”.

Pisząc ten felieton cały czas zastanawiam się, jak wpleść ten cytat między opowieści o podbojach seksualnych „Magica” Johnsona, Wilta Chamberlaina, Romario czy Ronaldinho?

Świat sportu ma swoje prawa? Jeśli tak, to nie ma co się dziwić, że tak często czytamy o procesach o udowodnienie ojcostwa, romansach z żonami kolegów z drużyn...

Ronaldo powiedział w wywiadzie dla „Folha do Sao Paulo”, że „zamyka fabrykę”. A gdyby tak wszyscy znani piłkarze-babiarze „zamknęli fabryki”? O czym pisałyby portale internetowe i brukowce, gdyby jedynym aspektem działalności piłkarzy, którym trzeba by się zajmować była ocena gry? Koledzy po piórze musieliby analizować mecze, ustawienia, pytać trenerów o jakieś poważne kwestie... A tak seks, nocne wojaże i kasa. O tym ludzie zawsze czytać lubią. A wazektomia, sterylizacja, onanizm, ateizm czy pedofilia... co to za różnica? W końcu wszystko brzmi jednakowo mądrze.
Bartłomiej Rabij