niedziela, 3 października 2010

Takich trzech, jak tych dwóch, to nie ma ani jednego!

Lubię sobie poużywać na polskich trenerach. To fakt. Fakt jednak drugi, to pożywka, jaką dają mi ci panowie niemal co weekend. Skoro więc tak troszczą się, by o nich nie zapomnieć, a niech tam, znowu uczynię z nich (anty)bohaterów „ostrego wślizgu”. „Polska myśl szkoleniowa” - te znakomite hasło wymyślił onegdaj trener nad trenerami, jak zapewne o sobie myśli, a głośno tego nie powie, Jerzy Engel. I oto w minioną sobotę wreszcie potwierdziły się jego słowa w stu, pardon, w... tysiącu procentach! Polska myśl szkoleniowa jest genialna, bo gdy jej zabraknie, na przykład wraz z trenerem odesłana zostanie na trybuny, nie ma już nic. Klapa, katastrofa, żenada.
Gdy przed tygodniem Legia w dziesięciu rozprawiła się przy Łazienkowskiej z Lechem, najpierw zapanowało zdziwienie, a potem z eteru całej piłkarskiej Polski popłynęły mniejsze, lub większe, peany na cześć Skorży i jego chłopców. I żeby było sprawiedliwie, niżej podpisany wpisał się w ten irytujący pozytywny jazgot, obwieszczając wszem i wobec, że oto „Legia wstała z kolan”. Przepraszam więc kibiców za ten głupkowaty tytuł, który tydzień później obśmiali na boisku sami piłkarze Legii. Bardziej jednak powinien kajać się Skorża, bo kolejny raz przekonaliśmy się, że jego warsztat szkoleniowy nadaje się do prowadzenia co najwyżej reprezentacji Polski amatorów (jest taka!). Amatorką pachnie wokół niego na kilometr i doprawdy solidniej przereklamowanego trenera dawno na polskich boiskach nie widziałem! I niech nikogo nie zwiedzie ewentualna myśl, że Legia z Lechią skompromitowała się, bo trener musiał „dyrygować” zespołem z trybun. Gdy siedział na ławce, też zwykle tylko zawadzał. Najlepiej byłoby więc dla działaczy Legii, gdyby mój „ulubieniec” zamiast przepraszać, zwyczajnie „podziękował za rywalizację”. Ta piaskownica jest dla niego za duża.
Personalne wycieczki być może nie są czymś eleganckim, ale taka już rola trenerów i dziennikarzy. Oni chcą być na świeczniku, niech się więc godzą, że my będziemy na nich spoglądać. Błyszczeć lubi kolejny „mag” polskiej myśli szkoleniowej, Paweł Janas. Były selekcjoner poleciał niedawno na dyrektorskie stanowisko z Widzewa do Polonii Warszawa i tam spokojnie wyczekiwał na potknięcie trenera Bakero, by gdy tylko to nastąpi, wejść w jego buty. Długo czekać nie musiał, bo Wojciechowski od dawna nie krył, że zespół woli budować po „janosikowemu”. Jest więc jak chciał szef. Od dwóch kolejek na ławce rządzi Janas i jak przystało na jego ksywkę, punkty miast zdobywać - rozdaje (remisy z Polonią Bytom i Arką), a gra coraz gorsza, i gorsza. Skorża i Janas niedługo mogą stracić lukratywne posady. Co wtedy z polską myślą szkoleniową? Trochę się boję, żeby jej nie stracić z oczu, proponuję więc panu Engelowi, aby obydwu skaperował do PZPN i posadził przy biurku niedaleko Stefana Majewskiego. Bo takich trzech, jak tych dwóch, to nie ma ani jednego.
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

1 komentarz:

  1. smutna prawda polskiej skopanej tzn., dla mnie nie smutna, tylko żałosne, że Ci ludzie noszą tytuł "trenera" tak jak te kopacze nazywnia są "piłkarzami". Trenerów naprawde WYKWALIFIKOWANYCH z nowoczesną myślą szkoleniową jest w Polsce aż ZERO. Wystarczy posłuchać tych ich dyrdymałów przed/po meczowych to sie nóż w kieszeni otwiera. Ale najlepsze to jest to, że każdy, dosłownie każdy w sierpniu jest szalenie zdziwiony,że jak to tak możliwe, że jacyś tam zza Buga przyjechali i zgolili naszych do zera. Wielka narodowa debata piłkarzy, trenerów i Was dziennikarzy, którzy smutna rzecz, ale także pomagacie w kreowaniu tego dziadostwa, chociaż ten blog stanowi wyjątek bo nie widze tutaj walizeniarstwa i zachwytu, że komuś tam zeszło dwa razy i już robią z niego drugiego Messiego.

    OdpowiedzUsuń