czwartek, 16 września 2010

Zaręczyny, ślub, a kiedy... rozwód?

Legia najlepszym polskim klubem jest! Felietonista „Przeglądu Sportowego” po wyrzuceniu Iwańskiego, Gizy i Wawrzyniaka do drużyny Młodej Ekstraklasy poszedł jeszcze dalej: „Taka sytuacja nie jest normalna. Nie w klubie, który jest na pierwszym miejscu w tabeli wszech czasów ekstraklasy”. To ja koledze po fachu odpowiem na to zdziwienie najprościej jak się da: „Co ma piernik do wiatraka!?” Od kilku dni największą troską otaczany jest klub, który choć pierwszy w tabeli wszech czasów, to ostatni dzisiaj, gdy chodzi o rozumne budowanie drużyny. Zagłaskiwanie Legii czasami zdumiewa...
Działacze z Łazienkowskiej (wespół z trenerem) psucie postanowili czynić wielotorowo. Schrzanili pierwszą drużynę, a teraz zamierzają wysadzić od środka ekipę Młodej Ekstraklasy, która w swoich rozgrywkach jest liderem, a tu nagle takie osłabienie! Już bowiem widzę, jak „gwiazdorski” tercet Iwański-Wawrzyniak-Giza wypruwa sobie żyły w meczu, który mało kogo obchodzi. W niedzielne samopołudnie, w porze obiadu, w... Legionowie. Wykluczone!
Ja jednak zawodników wolałbym już zostawić w spokoju, bo jeśli w piłkę grać potrafią conajwyżej średnio, to przecież nie ich wina i pastwić się nad nimi jest rzeczą nieludzką. Co innego trener. Skorża przed rokiem kompletnie spartaczył przygotowania do sezonu w krakowskiej Wiśle i jak się później okazało, nikogo nic to nie nauczyło. Winowajcy, który nie wyciągnął z tego żadnych sensownych wniosków i warszawskich działaczy, niezmiennie w panu Macieju widzących zbawcę.
Jego romans ze stołeczną drużyną trwał przecież dobrych kilka miesięcy przed oficjalnym angażem, gdy nasz (anty)bohater był jeszcze pracownikiem Wisły. Oczywiście na początku kochankowie spotykali się potajemnie. Zalotnik zapewne przekonywał, że możliwości ma przeogromne, zaś pannica Legia nie chciała dojrzeć na jego licu choćby zmarszczki. I nasz Don Juan wreszcie przekonał dziewkę, iż razem będzie im świetnie. Poinformowali więc opinię publiczną najpierw o zaręczynach, a chwilę później byliśmy świadkami spektakularnego ślubu. I odtąd para miała żyć długo i szczęśliwie. Pan młody z mety zabrał się za urządzanie przytulnego gniazdka, co wydawało się o tyle łatwe, że przecież wżenił się w całkiem bogatą rodzinę, która grosza na żadną zachciankę młodego nie szczędziła.
Wszystko wskazuje jednak na to, że młodzi mogą nie doczekać nawet pierwszej rocznicy ożenku. Bo co się okazało? On, wcale nie taki przystojny, ona ładna tylko na zdjęciu. Rodzina rozbita, skłócona, skora do bitki. Prawdziwy pan domu próbowałby chociaż walnąć pięścią w stół, dać komu trzeba w skórę. Niesnaski załatwić w domu, w rodzinie. Wolał jednak polecieć do tatuśka żoneczki ze skargą. Przekonaliśmy się więc, że mąż z niego ani nadzwyczajny, a co dopiero opatrznościowy. Teraz przychodzi mi tylko czekać rozwodu, a niedługo potem kolejnych „ansów”. Bo nie mam wątpliwości, że szybko znajdzie się inna dziewka, która miast faceta po przejściach, kochanka znów ujrzy. Niechaj jednak tak będzie, wszak „każdemu wolno kochać i być kochanym”. Nie mój cyrk, nie moja małpa...”
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz