środa, 8 września 2010

Jewhen, dziękujemy!

Moje tytularne „dziękujemy” kieruję wprost na ręce Jewhena Sełezniowa, który kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem meczu Polska – Ukraina pokonał Artura Boruca i nie pozwolił naszym zwyciężyć! Nie, nie, wcale nie pomieszało mi się w głowie, naprawdę jestem Ukraińcowi szczerze wdzięczny. Wyobraźmy sobie bowiem, co by się działo, gdyby podopieczni Smudy w Łodzi zwyciężyli. Zachwytu nie byłoby chyba końca, skoro po remisie „Biało-Czerwonych” niemal tylko chwalą, oni zaś sami też nie szczędzą sobie dobrego słowa. Tymczasem zagraliśmy absolutnie przeciętnie, a forma Ukraińców była wręcz żenująca. Doprawdy nie mam bladego pojęcia, z czego się cieszymy.
- Gdybyśmy wygrali dziś 3-1, albo 4-1, każdy by mówił, że to jest już świetny i gotowy zespół - wyrokował na konfernecji prasowej selekcjoner Smuda. Panie trenerze, jeśli to nie był bełkot, tylko naprawdę tak ocenia pan polskich kibiców, dziennikarzy i wszystkich, którym na sercu leży dobro kadry, to ma pan nas chyba za durni pierwszej kategorii. „Świetny i gotowy zespół” - dobre sobie! Oddajmy sprawiedliwość wydarzeniom na boisku, a te wcale nie były dla nas optymistyczne. Chyba, że zadowolić nas może sam fakt, że po 185 dniach wreszcie strzeliliśmy gola... Piłkarze regularnie marnowali wcale nie tak hurtowo stwarzane sytuacje bramkowe, a determinacja i walka do upadłego o każdą piłkę wciąż nam jest obca. Znamiennym tego obrazkiem była sytuacja, gdy przy linii bocznej z piłką zaplątał się Peszko, a gdy przeciwnicy mu ją odebrali, odwrócił się na pięcie i pomaszerował (chyba obrażony) w przeciwną stronę do akcji. No, z takim podejściem własnych stadionów z pewnością za dwa lata nie zawojujemy. – Dostaliśmy nauczkę, że grać trzeba do końca – to z kolei prawda objawiona Tomasza Bandrowskiego. Wiem, że być może nazbyt regularnie przyczepiam się do słów piłkarzy i trenerów, ale nie jestem w stanie obojętnie, czy niezauważenie, przejść nad głupotą. A jest nią opowiadanie takich właśnie „mądrości”! Bo jakże to może być, że reprezentant Polski dopiero teraz przekonał się, że „grać trzeba do końca”?! Dotychczas myślałem, że o tym dowiadujemy się już na pierwszym trampkarskim treningu.
Zejdźmy więc szybko na ziemię sami, zanim uczynić to może za nas reprezentacja Australii, którą podejmiemy w Krakowie. A pod górkę będzie od samego początku, bowiem stadion nie jest jeszcze gotowy, więc nasi reprezentanci przebierać się będą w... kontenerach. Ale skoro w Łodzi na trybunach panowała piknikowa atmosfera, a przed meczem bilety rozdawał sam prezes Lato, to czy coś jeszcze może nas zdziwić? Do Euro 92 tygodnie. Piłkarsko i organizacyjnie nadal jesteśmy w lesie i nie zmieniłoby tego nawet 10 goli wbitych w minioną sobotę słabiutkiej Ukrainie. A przecież wbiliśmy tylko jednego.
Dariusz Król
redakcja@tylkopilka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz