Co legło u podstaw tego, że piłkarze z jednej z najlepszych lig świata nie mogą mundialu zaliczyć do udanych? Szukając odpowiedzi musimy pogrzebać w terminarzu rozgrywek. Premiership była jedyną liczącą się ligą w Europie, w której nie było przerwy zimowej. Kiedy na przełomie 2009/2010 Hiszpania odpoczywała 2 tygodnie, Włochy 3, Francja, Holandia i Niemcy blisko miesiąc, Premiership rozegrała aż pięć kolejek.
Na Wyspach od kilku lat trwa dyskusja na temat wprowadzenia zimowej przerwy. – Z angielskim fubtolem wszystko jest w porządku. Jako selekcjoner Anglii zawsze walczyłem jedynie o przerwę zimową w Premiership. Jednak z uwagi na olbrzymie pieniądze, władze ligi nigdy nie zaakceptowały tej propozycji – żalił się Sven-Göran Eriksson i dodał - Anglia zawsze cierpi z tego powodu na mistrzowskich turniejach. Tak stało się i tym razem, a przy okazji Anglicy pociągnęli za sobą na dno całą rzeszę zawodników, którzy na co dzień okraszają brytyjskie boiska. Eriksson nie był jedynym, którzy optowali za zimową przerwą. Identyczne postulaty forsowali Kevin Keegan, Steve McClaren oraz obecny selekcjoner Fabio Capello. Football Association nikogo nie wysłuchała, a „Synowie Albionu” w każdym turnieju odpadali stosunkowo szybko w porównaniu do potencjału personalnego. Wygląda na to, że dopóki w Premiership pieniądze będą ważniejsze od wyników, Anglicy nie powtórzą wyniku z 1966 roku.
Adam Wysocki - dziennikarz "Tylko Piłki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz