piątek, 28 maja 2010

Mission impossible na Legii

Przy Łazienkowskiej w najlepsze trwa konflikt między zarządem, a kibicami. Kości niezgody jest wiele. Ci drudzy chcą rozmawiać, chcą negocjować, ale działaczom stołecznego klubu ani przez myśl to nie przechodzi. Takie postępowanie w wykonaniu ludzi Legii to zupełny brak profesjonalizmu i logicznego myślenia. Bez kibiców nie będzie pieniędzy z biletów, a i sponsorzy powoli zaczną się wycofywać.

To normalne, że kluby piłkarskie i nie tylko – zarówno w Polsce, jak i na całym świecie – nie są w stanie funkcjonować bez swoich kibiców. Oni płacą za wejściówki, kupują pamiątki czy promują swój klub. W Legii chyba nikt jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Buduje się nowy, duży stadion, ale chyba nie przemyślano tego, kto będzie na nim oglądał mecze. Może dziennikarze i goście specjalni. A kibice? Otóż, ich firma ITI ma z głębokim poważaniem. Właściciel „Wojskowych” brutalnie zawyża ceny biletów i karnetów na Legię, co prowadzi do zupełnie naturalnego oburzenia wśród fanów. – Chcieliśmy rozmawiać z działaczami, ale oni z nami nie – żalił się rzecznik Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, Michał Wójcik. Podobno wina leży po obu stronach...

Handlarze?

Zdecydowanie, nie. Nikt nie został przecież złapany na handlu dragami podczas meczu Legii. Informacja, że wśród kibiców kwitnie nielegalny narkotykowy biznes jest więc czymś w rodzaju teorii spiskowej. – Idąc tym tropem możemy snuć podejrzenia na temat Leszka Miklasa. Podobno przyjaźni się z bossem mafii żoliborskiej – opowiadał Wójcik.
- Kiedyś bodaj na Wiśle policja przeszukała wszystkich kibiców. Znaleziono tylko marihuanę u dwóch chłopaków. Podejrzewam, że jakby na jakimś warszawskim osiedlu zrobić taką akcję, to większość miałaby się czego bać – kontynuował.

Szerząca się nienawiść

Fani Legii tak bardzo znienawidzili ITI, że gdy zmarł współwłaściciel owej spółki, wykrzykiwali obraźliwe hasła godzące uczucia jego rodziny i przyjaciół. Zachowanie to było niegodne jakiegokolwiek kibica i powinno być we wszelkie możliwe sposoby potępiane. Teraz rozkleja się naklejki z przekreślonym logiem spółki lub wykrzykuje hasła „ITI, wypierda***!”. To rodzaj protestu i odpowiedzi na brak szacunku dla fanatyków klubu. Niestety, zamiast szukać porozumienia, działacze Legii dolewają oliwy do ognia, nakładając kary za takie zachowania. Jedną z sankcji jest blokada karty kibica.

Żyleta obrażona bo...

...tak naprawdę nikt nie chce jej słuchać. Zdanie SKLW nie ma żadnego znaczenia dla zarządu, który często podejmuje decyzje sprzeczne z interesem kibiców. Drugim i właściwie najważniejszym powodem są ceny biletów. A te zdaniem Michała Wójcika są stanowczo za drogie. Na nowym stadionie ma być jedynie sześć tysięcy tańszych biletów. To niezrozumiałe, bo obiekt będzie mógł pomieścić 31 tysięcy widzów na pewno nie będzie wypełniony po brzegi. Bo niby kogo tam upchną, jak kibice nie chcą przychodzić? Manekiny?! Pomysłowe, ale bezsensowne, a do tego kosztowne.
Do przyjścia na stadion nie zachęcają też piłkarze, którym jakoś odechciało się grać. Wychodzą na boisko, jakby robili to tylko dla pieniędzy. Zero przyjemności z gry! Zero honoru! Ba! Nawet mniej niż zero...
Poza tym, nawet zawodnicy nie mają szacunku do własnych kibiców, którzy poniekąd robią im na portki. Daleko przykładów szukać nie trzeba. Iwański cieszył się z pustymi, betonowymi trybunami w oddali od jakiegokolwiek sympatyka Legii.

Niechciane logo

Aktualny herb klubu, czyli czarna plama z białą literą „L” miał służyć tylko przez okres 90-lecia Legii. Niestety, zarząd zrobił fanom psikusa i niechciane logo zostało. Stary herb klubu wygląda znacznie bardziej okazale. Są nawet obietnice, że ma zostać przywrócony, ale ciężko w to wierzyć. Trzeba je odkupić, a to będzie kosztowało. No i jeszcze jedno pytanie. Czy te obietnice nie są pisane palcem po wodzie?

Idiotyzm, debilizm i coś jeszcze...

Tak właśnie ocenia się postępowanie działaczy warszawskiego klubu. Prowadzenie wojny z własnymi kibicami jest tak niedorzeczne, jak suche majtki na dnie morza. Bez kibiców nie będzie wpływów z wejściówek i karnetów. Tych pieniędzy kiedyś może braknąć. Są jeszcze dochody z pamiątek klubowych. Co prawda znikome, ale zawsze. Kto jednak kupi koszulkę z wielkim logiem telewizji cyfrowej i napisem „Grzelak” albo „Iwański” na plecach? Chyba tylko głupiec, bo paradować z takim T-shirtem to bardziej obciach niż powód do dumy. Ani jeden, ani drugi nie są wielkimi piłkarzami, a jeśli ktoś o nich mówi, to raczej w charakterze żartów. Po Internecie krążą przecież przerobione zdjęcia Macieja Iwańskiego, w których to jest... tłuściutkim pączkiem. Cóż za aluzja, trafiony dowcip!

Tak więc mission impossible na Legii trwa. Jej celem jest osiągnięcie rozejmu między kibicami, a klubem. Na dzień dzisiejszy taki stan rzeczy jest niewyobrażalny. Finiszu sprawy nie widać i nie jest to dobry prognostyk dla klubu z ulicy Łazienkowskiej. Drużyna bez kibiców, jak człowiek bez ręki. To jest przypadek samowolnego ucinania sobie kończyn.
Kiedy to się skończy? Dobre pytanie. Happy endu nikt się nie spodziewa, a prorok Nostradamus w swoich księgach nawet o tym nie wspominał. Wesoło nie jest...

Mateusz Karoń

4 komentarze:

  1. Chciałbym tylko spytać o rzetelność, obiektywizm i dwugłos, który jest dziennikarskim dekalogiem. Jak można dopuszczać takich ludzi do pisania. Artykuł dno, nieprzypominam sobie bym czytal gorszy w życiu

    OdpowiedzUsuń
  2. Dnem nazwać możemy postawę Legii. Próbowałem skontaktować się z kimś z klubu, ale - niestety - nikt nie był zainteresowany rozmową na ten temat. Jeden zganiał na drugiego, a dodzwonienie się chociażby do pana Miklasa graniczyło z cudem. Fakt, w końcu odebrał, ale mnie zbył. Obiektywizm? Pierwszy śródtytuł jest od strony klubu, reszta kibiców. Artykuł sam w sobie chyba też nie jest napisany dobrze. Powstawał "na szybko". Przepraszam urażonych i całą odpowiedzialność za słowa zawarte w tekście biorę na siebie. Pozdrawiam! MK

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze naświetlona i podsumowana sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, ale red. Karon nie pasuje do Tylko Pilki. Jego wywiady, felietony opieraja sie tylko na sensacji. W gazecie tej cenie sobie to, ze pisza konkretnie, na temat. A miejsce red. Karonia to "Fakt", albo "Super Express".

    OdpowiedzUsuń