czwartek, 8 kwietnia 2010

Ani słowa o Messim

Po rewanżowych spotkaniach 1/4 finału Ligi Mistrzów z każdej gazety i strony internetowej będzie wyskakiwał taki jeden z Barcelony. Trudno się dziwić, w końcu cztery bramki to wyczyn nie lada, a jeszcze na tym poziomie... Wydaje mi się jednak, że jego występ przyćmił nieco wydźwięk ciekawych ćwierćfinałów, które doprowadziły do jeszcze ciekawszych półfinałów. W końcu to pierwszy od 2003 roku półfinał bez angielskiej drużyny (w trzech ostatnich sezonach na tym etapie były po trzy jedenastki z Premiership) i pierwszy od 2004 roku z ekipami z czterech różnych lig. Postanowiłem się trochę bliżej przyjrzeć czwórce najlepszych.

Na pierwszy ogień idzie Lyon, który wygrał wewnątrzfrancuską rywalizację. Była ona o tyle ciekawsza, że obie ekipy walczą zaciekle także o tytuł w lidze. Team Claude'a Puela jest chyba największą zagadką, bo jego wyniki nie do końca oddają grę. Popatrzmy chociażby na fazę grupową. Lyon wyszedł z niej z drugiego miejsca, ale wydaje się, że był w niej najsilniejszy, a pierwsze miejsce oddał Fiorentinie z... lenistwa. W 1/8 finału pokonał u siebie Real tylko 1-0, a mógł wyżej. Na wyjeździe był chyba lepszy od "Królewskich", ale zadowolił się remisem. No i dochodzimy do dwumeczu z Bordeaux. Pierwszego etapu, w którym wyniki były lepsze od gry "Olimpijczyków". W końcu każdy kto oglądał dwumecz może potwierdzić, że wygrana 3-1 była zbyt duża, a porażka 0-1 zbyt skromna. Liczy się jednak to, co na tablicy, i to Lyon jest w półfinale. Pierwszym francuskim półfinale od 2003 roku (wtedy Monaco).

Jeszcze dłużej czekali na "przedsionek" finału kibice z Niemiec, bo od 2002 roku, kiedy na tym etapie grał Bayer Leverkusen. Niewiele dłużej na sukcesy czekają kibice z Bawarii, bo w 2001 roku Bayern wygrał Ligę Mistrzów. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że przed kolejnymi radosnymi uniesieniami fanów z Monachium czeka spora dawka stresu. W końcu ich pupile muszą mieć "nóż na gardle" żeby wziąć się do roboty. Tak było w fazie grupowej, kiedy na ostatni mecz Bayern wyjechał do Turynu, by, jak się wydawało, przegrać i odpaść. Skończyło się na 4-1 dla podopiecznych Luisa van Gaala. Tak było w 1/8 finału, kiedy wspaniale grająca Fiorentina przegrała pechowo w Monachium, by będąc pewnym awansu w rewanżu, bezradnie patrzeć, jak przepięknym uderzeniem odbiera go Arjen Robben. Powtórzyło się także i teraz. W końcu oba mecze z Manchesterem United zaczęły się tragicznie. Ciekawe, ile jeszcze razy ważne bramki będzie strzelał Ivica Olić? Ile fenomenalnych trafień zaliczy "kryształowy tulipan" Robben (i czy znów gdzieś nie podłapie kontuzji)? A może w półfinale przeciw rodakom błyśnie Ribery, który w Lidze Mistrzów jeszcze nie wygrywał meczów dla Bayernu?!

O ile para Bayern - Lyon jest wyrównana, o tyle druga ma zdecydowanego faworyta. Zacznę od "kopciuszka", chociaż czy można tak nazwać drużynę, która zdobyła cztery ostatnie mistrzostwa Włoch? Ma ona także atut, który nosi nazwę "The Special One". Przecież to właśnie Mourinho spowodował, że Inter najmniejszym nakładem sił i bez fajerwerków doczłapał już do półfinału. Jednak nie można umniejszać zasług Interu, bo przecież wygrywa to, co powinien. Kiedy trzeba było zwyciężyć w ostatnim meczu fazy grupowej z Rubinem, zwyciężyli. A potem... No cóż, napiszę tylko, że mediolańczycy są jedynymi, którzy wygrali wszystkie mecze fazy pucharowej. Niektórzy mogą narzekać, że CSKA Moskwa w ćwierćfinałowym towarzystwie było najsłabsze, ale wcześniejszy rywal - Chelsea, to przecież najwyższa półka. Dzięki tej konsekwentnej grze Inter jest już w pierwszym półfinale Pucharu/Ligi Mistrzów od 1981 roku. Tam czeka Barcelona, z którą Inter grał już w fazie grupowej i nie wspomina tego najlepiej. No ale jest przecież "zasada drugiego meczu". Reguła bywa banalna: gdy drużyna w fazie grupowej przegrywała, w fazie pucharowej odpowiadała mu pięknym za nadobne!

Jednak nie zapominajmy, że na chłopców Mourinho czeka najlepsza drużyna na świecie. Ten, o którym miałem nie pisać, bije wszelkie rekordy strzeleckie, do spółki z kolegami prezentując futbol nieosiągalny dla innych. Pomimo kontuzji, które ich trapią, grają futbol totalny. Wydaje się, że potrafią strzelać bramki na zawołanie. Wydaje się, że jedynym ratunkiem dla rywala jest... historia. W końcu jeszcze żadna drużyna nie obroniła tytułu w Lidze Mistrzów. Tyle tylko, że każda seria ma swój kres. Oczywiście pozostaje jeszcze Jose Mourinho, trenerski geniusz, który podobno potrafi wymyśleć sposób na każdą drużynę. Tym, którzy będą udowadniać przewagę na ławce trenerskiej przypominam, że Pep Guardiola w debiutanckim sezonie wyhwalczył wszystko co możliwe i stworzył maszynkę do wygrywania, w której wymiana jednego, czy dwóch trybików nic nie zmienia.

Jestem pewien, że przed anmi wyjątkowe półfinały. Finał na stadionie najbardziej utytułowanej drużyny w historii (Realu Madryt) musi mieć dobry skład.

Rafał Kępa