W poprzednim sezonie Portugalczyk wyśrubował niesamowity wynik bramek w sezonie zdobytych przez... pomocnika. Oczywiście ten boiskowy przydział był nieco sztuczny, a służyć miał właśnie w podkreśleniu niezywkłości wyczynu Ronaldo. Co wtedy robił Rooney. No cóż „Shrek” biegał sobie po skrzydłach, pojawiał się w defensywie. Podawał, odbierał piłki rywalom, walczył jak lew na... bramki Ronaldo.
Latem, gdy Ronaldo za rekordowe 93 miliony euro przechodził do Realu głosy były podzielone. Jedni twierdzili, że "Królewscy" zrobili świetny (choć nieco drogi) interes stulecia, inni, że wcale nie jest wart tych pieniędzy. Najlepsze rozeznanie miał Sir Alex Ferguson. W końcu menedżer „Czerwonych Diabłów” jest Szkotem i dokładnie policzył zarobek. Sprzedał gwiazdora, który był kapryśny, na jego miejsce kupił świetnego skrzydłowego Valencię, a na szpicę wystawił prawdziwego snajpera - Rooney’a. „Shrek” ma na koncie już 30 bramek, a jego ekipa zagra od 11 do 14 (jeżeli dojdzie do finału LM) spotkań, co pozwala mu spokojnie myśleć o poprawieniu wyniku Ronaldo, a może pobiciu rekordu Denisa Lawa, który sezon 1961/62 zakończył z 46 bramkami.
Pytanie, jak to możliwe, że boskiego Ronaldo potrafił zastąpić „wyrobnik” Rooney? W końcu przecież wśrod kibiców krąży opinia, że technicznie Ronaldo jest lepszy od Rooney’a. Jednak kibice znani są z tego, że czasami zbyt pobierznie przyglądają się swoim idolom. W końcu obaj są podobni nie tylko wiekiem. Obaj operują obiema nogami, strzelają świetnie ze stojącej piłki (tyle, że wcześniej „Shrek” nie miał okazji tego zaprezentować). Co zatem decyduje o przewadze Anglika? Jeżeli chodzi o boisko i treningi, to niewiele. Bo nie wątpimy, że Ronaldo długo po treningach ćwiczy wolne i dopracowuje zwody (w końcu to nie piłkarz naszej Ekstraklasy). Ta minimalna boiskowa przewaga Rooney’a wynika z poprzedniego sezonu. Wtedy „Shrek” łatał dziury, harował za trzech i nauczył się paru rzeczy (m.in. perfekcyjnych wślizgów), których brakuje Portugalczykowi. Ważniejsze jest jednak wszystko to, co powoduje, że wielu moich znajomych na gwiazdora Realu mówi „Krystyna”. W końcu, czy ktoś widział „slitaśne” foty Rooney’a? A takich, których bohaterem jest Ronaldo są tysiące. Huczne imprezy, butik odzieżowy, a ostatnio wydana płyta. To wszystko powoduje, że medialnie Ronaldo jest najsłynniejszym futbolistą, ale mam nieodparte wrażenie, że czasem zabiera mu to czas na piłkę. Jeżeli ktoś chce dowodów, już daję. Ostatnia środa dwa mecze Ligi Mistrzów. Na Old Trafford wybiega Wayne Rooney. Krótko ostrzyżony, z kilkudniowym zarostem i... strzela dwie bramki. W tym czasie po murawie Santiago Bernabeu, w fikuśnie ułożonych włoskach, biega Cristiano Ronaldo. Fakt, zdobywa jedną bramkę, ale kilka minut później próbując dogonić piłkę, przewraca się o murawę, by po chwili ze łzami w oczach skarżyć się na źle ułożone... źdźbła! Wniosek - odpadnięcia Realu winny jest Fryzjer, tyle że raczej nie ten z Wronek.
Rafał Kępa

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz