czwartek, 11 lutego 2010

Grać czy nie grać?

Do startu Ekstraklasy pozostały dwa tygodnie, a za oknem dla odmiany śnieg. Piłkarzom nie szkodzi, bo praktycznie nie ma ich w kraju. Większość do rundy wiosennej przygotowuje się w Turcji. My, kibice zostaliśmy i coraz częściej dopadają nas wątpliwości czy na pewno w ostatni weekend lutego udamy się na stadiony?

       Czy ktoś pamięta, kiedy ostatnio była dodatnia temperatura? Trudno sobie przypomnieć. Podobnie jak zimę, która byłaby tak intensywna i utrzymała się tak długo. Aura nam wybitnie nie sprzyja.
       Niedawno obchodziliśmy dzień świstaka. W amerykańskim miasteczku Punxsutawney „Phil” wyszedł i powiedział, że zima potrwa jeszcze 6 tygodni. Naukowcy nie stwierdzili, jakie przełożenie na polskie warunki mają amerykańskie świstaki, ale jak na szybko przeliczymy, to wyjdzie nam połowa marca. To zahacza nawet trzecią kolejkę piłkarskiej wiosny. W takim wypadku szlagier Bełchatów – Wisła obejrzymy w towarzystwie śnieżycy, na białym placu gry, gdzie toczyć się będzie pomarańczowa piłka, a przy odrobinie szczęścia będzie widać linie na boisku.

       Nie potrzeba świstaka, żeby przewidzieć jak będą wyglądać pierwsze spotkania „wiosny”. Zamiast dobrego widowiska prawdopodobnie zobaczymy balet na lodzie. Poza tym kilka meczów zostanie odwołanych.

       Dla przykładu w Wielkopolsce obecnie tylko jedno boisko nadaje się do rozgrywania meczów. To obiekt w Grodzisku Wielkopolskim, który o ironio przez ligowców wykorzystywany tylko w trakcie okresu przygotowawczego.
       Te wszystkie okoliczności nastręczają wątpliwości. Miło czytać newsy, że Arka rozpoczęła podgrzewanie murawy już na początku stycznia, Lechia w połowie grudnia, a w Bełchatowie i Białymstoku już dawno wzięli się za odśnieżanie.

       Fajnie, ale co z nami kibicami? Niestety nikt nie jest w stanie zagwarantować nam dobrych warunków oglądania meczów, nawet gdyby kluby wzięły się za to już dzisiaj. Przypuszczalnie oglądając 18, 19 czy 20 kolejkę na stadionach będziemy musieli mrużyć oczy, żeby nie wpadał do nich śnieg. A to i tak przy optymistycznym scenariuszu. Przy siarczystych mrozach niewielu pofatyguje się na stadion.

       Wiadomo, że po długiej i srogiej zimie wszyscy jesteśmy wyposzczeni. Lecz może warto pomyśleć o przełożeniu jednej lub dwóch pierwszych kolejek. Oczywiście z korzyścią dla wszystkich. Dla piłkarzy – mniejsze ryzyko kontuzji, większa przyjemność z gry i obniżenie ryzyka przypadkowego rozstrzygnięcia. Dla kibiców – chętniej ogląda się mecze w normalnych temperaturach. Dla klubów – będą większe wpływy z biletów.

       Szkoda tylko, że polską piłką bardzo często zarządzają bałwany, do których nie dotrze taka argumentacja. Możemy się spodziewać, że władze pójdą w zaparte i nakażą rozegranie wszystkich meczów. Na kilka godzin przed spotkaniem okaże się, że aura była zbyt okrutna i boiska nie nadają się do gry. Tak będzie. Na rozsądną decyzję sterników nie ma co liczyć. Dlatego my kibice mamy taką uprzejmą prośbę: zimo, wyp.....laj!


Adam Wysocki