środa, 9 grudnia 2009

Nowi obsadowi

Bo z sędziami piłkarskimi jest jak z pijakami za kierownicą - tym drugim należy zabierać samochody, tym pierwszym gwizdki.
Takie hasło przykleiłoby się chyba do każdego populistycznego czoła, dlatego co bardziej bezwstydni namawiają, aby tak czynić. Dlaczego? Bo jest nośnie! Bo się spodoba większości.
W ostatnich kilkunastu dniach zaobserwowałem frontalną zmianę filozofii działaczy piłkarskich. Jeszcze niedawno przy ocenie arbitra woleli trzymać język za zębami, formułując najwyżej dające do myślenia zdanka w stylu „a co do pracy sędziego, wolę się nie wypowiadać”. I cóż to miało znaczyć? Że był świetny? Skąd: „tego skur... powiesiłbym na suchej gałęzi i patrzył, jak się męczy”, albo: „ale nas pier... sprzedawczyk wykręcił”. Innych „albo” można jeszcze rozmnażać w nieskończoność, ale „wolę się już nie wypowiadać”.

Ponieważ więc zakonspirowane wyzwiska nic nie dają, słyszymy ostatnio żądania wprost: tego, czy tamtego arbitra więcej u nas nie chcemy! Prezesi polskich klubów zaczynają się bawić w obsadowych. Szef Zagłębia Lubin zażądał, aby na stadion „Miedziowych” nie przyjeżdżał w tym sezonie sędzia Marcin Szulc. Bo ich skrzywdził... PZPN przytaknął. Teraz prezes Odry Serwotka buduje szlaban dla innego „gwizdkowego”, Daniela Stefańskiego. Bo ich skrzywdził. Pan Ireneusz oczywiście ma nadzieję, że PZPN przytaknie raz jeszcze. A potem raz jeszcze, i raz jeszcze, i tak aż do wyczerpania tematu. A może by tak prościej, niech poszczególne kluby z tygodniowym wyprzedzeniem informują PZPN, którego sędziego przyjmą chlebem i solą, a którego tylko solą. W ten sposób prezesi klubów-gospodarzy co drugą kolejkę naprzemiennie będą zadowoleni, ale i ekipa prezesa Lato coś z tego uszczknie. Odpadnie etat obsadowego, więc zaoszczędzi się parę złotych. Kto wie, może wystarczy na jakąś „kiełbasę wyborczą”. Zjazd związku tuż, tuż i lepiej nikomu nie podpadać.

Dariusz Król
redaktor naczelny

Chwała (ale za co?) pokonanym

Gloria victis, chwała pokonanym, głosi popularne od wieków powiedzenie. UEFA postanowiła pójść o krok dalej. Dzięki decyzjom europejskich włodarzy od lat pokonani w fazie pucharowej Ligi Mistrzów przechodzili w nagrodę do Pucharu UEFA, a dziś do Ligi Europy. Czy to ma jakikolwiek sens?

Po pierwsze przeczy to zasadzie europejskich pucharów. W końcu przegrywający miał odpadać, a tutaj taki bonus. Do tego przyjrzyjmy się tym ekipom, które we wtorek pożegnały się z Champions League. Z grupy A do Ligi Europy przechodzi Juventus Turyn. Ten sam, który był w stanie pokonać jedynie Maccabi Hajfa (dwukrotnie 1-0), a na zakończenie skompromitował się przed własną publicznośćią, przegrywając 1-4 z Bayernem. Grupę B reprezentuje mistrz Niemiec, VfL Wolfsburg, który nie potrafił ograć na własnym boisku rezerwowego składu Manchesteru United (zagrał tylko jeden nominalny obrońca pierwszej drużyny!). Z kolei grupa C wypuszcza Olympique Marsylia, który co prawda dzielnie walczył z Realem w Madrycie i nie szczęśliwie zremisował w Mediolanie, ale kończy fazę grupową aż z 10 bramkami po stronie strat. Najsłabiej wypada chyba przedstawiciel grupy D - Atletico Madryt. Hiszpanie są w ogromnym kryzysie, w ostatnim spotkaniu przegrali z grającym "o pietruszkę" Porto aż 0-3. Jego obrońcy byli co najwyżej nieporadni, a awans zawdzięczają bramce strzelonej na Cyprze, bo APOEL, który potrafił zremisować na Stamford Bridge miał zdecydowanie lepszy bilans bramkowy od Atletico, a odpadł tylko przez bilans meczów bezpośrednich (dwa remisy, tyle że bramkowy w Nikozji).

No cóż, wygląda na to, że określenie "puchar pocieszenia" nabiera zupełnie nowego wymiaru. Bo teraz drużyny, które kompromitują się w najbardziej prestiżowych rozgrywkach mogą sobie poprawić nastrój i, co ważniejsze kiesę, grając ze słabszymi. A zasady sportowej rywalizacji? A kto by się nimi przejmował!
Rafał Kępa

poniedziałek, 7 grudnia 2009

W poszukiwaniu Świętego Graala polskiej piłki...

Ponoć nieobecni nie mają prawa głosu, ale ja głos zabiorę w sprawie wydarzenia, które miało zapoczątkować zmiany w naszym futbolu. Mowa oczywiście o "Okrągłym stole dla polskiej piłki". Jako redakcja byliśmy zaproszeni, ale zwyczajnie, że użyję kolokwializmu, sprawę olaliśmy. Pewnie zabrzmi to niepopularnie, bo dziś, jak nigdy, trzeba się krygować i zachowywać tzw. poprawność polityczną, poklepując po plecach kogo trzeba. Nam szkoda było czasu (podróż do Warszawy), bo przecież był weekend i ważniejsze sprawy na głowie (wydanie gazety) niż przejażdżka w celu wygłoszenia kilku okrągłych zdań, od których już zwyczajnie w dyskusji nad polską piłką zbiera się na wymioty...
Bo cóż takiego usłyszeliśmy od "rycerzy" tego "okrągłego stołu"? Siedem postanowień, które są zwyczajnym "pitoleniem o Szopenie", że zacytuję Romana Hurkowskiego.

1. "Przeprowadzenie przez firmę zewnętrzną audytu w PZPN" - Już widzę, jak Jerzy Engel i spółka otwierają podwoje PZPN dla szpiega z zewnątrz.
2. "Ekstraklasa SA przygotuje kodeks etyczny dla sędziów" - Wyręczę się maksymą Horacego - "Coż po ustawach, bez obyczajności w narodzie?"
3. "Poprawa szkolenia" - Ponoć w PZPN powstał jakiś program szkolenia. Ponadto trenerzy niższych klas rozgrywkowych mają uzyskać możliwość odbycia stażów w klubach ekstraklasy. Jest to jednak zobowiązanie Ekstraklasy SA, a nie PZPN, który tym samym pozbywa się problemu.
4. Szeroko pojęte "bezpieczeństwo" na stadionach - Mowa m.in. o organizacji sektorów rodzinnych, które już istnieją na kilku obiektach. Co z tego? Czy ktoś przyprowadzi tam swoje pociechy i żonę, skoro na sektorze obok nadal bedą wykrzykiwane bluźnierstwa?
5. "Przeniesienie Komisji Licencyjnej z PZPN do Ekstraklasy" - Tyle, że Komisji Odwoławczej, tej od ostatnich cyrków z licencjami, Grzegorz Lato i spółka nie oddali. Zatem żadna zmiana.
6. "Grupa robocza ma zająć się analizą statutu i prac PZPN. Jej skład stworzą członkowie PZPN, sponsorzy, przedstawiciele Ministerstwa Sportu itd." - patrz komentarz punktu 2.
7. "Promocja Euro 2012" - Odkrycie na miarę Nobla!

Na koniec wniosek, wygłoszony jeszcze przed obradami poszczególnych paneli (cóż za przenikliwość!), przez nieocenionego Antoniego Piechniczka - "Największym zagrożeniem po upadku komunizmu są media. Bo jak my mamy działać, skoro cały czas trwa nagonka i otacza nas nienawiść?"
I taki to był Okrągły Stół. Niby zebrało się przy nim kilkudziesięciu "rycerzy", ale wielu mówiło swoje, nie słuchając innych, bo mało kto tak naprawdę wierzył w tę chucpę. Żaden odnowiciel naszego rodzimego futbolu, rzeklibyśmy "Król Artur", nam się przy tym meblu nie objawił, co zresztą było do przewidzenia. W jednym, co znamienne, uczestnicy panelu byli zgodni. Nie stworzyli postulatu w sprawie walki z korupcją. Bo i po co? Lepiej dalej bawić się w poszukiwania "Świętego Graala" polskiej piłki...

Kamil Wójkowski
zastępca redaktora naczelnego

piątek, 4 grudnia 2009

Obłuda FIFA

Nie po raz pierwszy, i zapewne nie ostatni, władze światowej piłki próbują rozmydlić sprawę, która jest dla nich niewygodna. Cała piłkarska brać widziała krzywdę Irlandczyków w meczu z Francuzami, ale FIFA nic w tej sprawie nie zrobiła.
Teraz Sepp Blatter i jego dwór postanowił "ukarać" Trójkolorowych w dość nietypowy sposób. Oto dziś wieczorem czeka nas losowanie finałów Mistrzostw Świata w RPA. O dziwo, FIFA niemal do ostatniej chwili trzymała w tajemnicy kryteria podziału na koszyki. Logicznie rzecz biorąc, myślałem, że decydować będzie to, co przed poprzednim mundialem - wyniki osiągnięte na trzech ostatnich MŚ. I nagle centrala światowej piłki zmienia koncepcję - o koszykach zadecyduje ranking FIFA, i to nie najnowszy, ten z listopada, ale poprzedni, z października. Dlaczego? Zagadka ma jedno rozwiązanie - Francja. Według październikowego zestawienia jest dziewiąta i nie może być w pierwszym koszyku. Gdyby wzięto pod uwagę obecny ranking, i 7. w nim miejsce ekipy Domenecha, Henry i spółka byliby wśród innych uprzywilejowanych potentatów. Oczywista machlojka, która wyraźnie pokazuje, jak FIFA potrafi się dostosować do problemu i daje jasny przekaz oburzonym kibicom z całego świata - "Widzicie, ukaraliśmy Francuzów". Jednocześnie wszczyna postępowanie w sprawie ręki Henry'ego. Ciekawe po co? Zapewne FIFA zasądzi kolejny "wyrok". Na przykład Henry będzie w meczach Francuzów na mundialu biegał z feralną ręką pomalowaną na zielono, aby odpokutować krzywdę wyrządzoną piłkarzom z Irlandii.
Jak to dobrze, że o rozwój globalnej piłki dba tak wspaniała organizacja...

Kamil Wójkowski
Zastępca redaktora naczelnego